SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Był Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, jest Nikoś. Czemu kino fascynuje się półświatkiem?

Polscy twórcy od lat robią filmy i seriale opowiadające o mafii. Sukces historii "Jak pokochałam gangstera" na Netfliksie może sprawić, że wkrótce będzie ich jeszcze więcej. - Producenci często nie chcą ryzykować i idą z prądem lokalnym lub jakiegoś światowego hitu. A jaki to problem napisać w Polsce nawet dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści scenariuszy o którymś z bogatej kolekcji gangsterów? - mówi prof. Jacek Dąbała, który w latach 90. pracował przy "Młodych wilkach".

fot. mat. pras. Article

Do kin właśnie weszła polska gangsterska komedia "Krime Story. Love story", historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, opisana w książce rapera Marcina "Kali" Gutkowskiego. Hitem stycznia na Netfliksie był film „Jak pokochałam gangstera" Macieja Kawulskiego. Znalazł się w polskiej i światowej czołówce najchętniej oglądanych pozycji na tej platformie.

Rok temu pojawił się film „Najmro. Kocha, kradnie, szanuje”, komedia akcji bazująca na wydarzeniach z życia Zdzisława Najmrodzkiego, który był celebrytą półświatka w PRL, wymykającym się 29 razy organom ścigania. Milicja dawała za jego głowę milionowe nagrody.

To kilka najnowszych. Długo by wymieniać wszystkie pozycje. Od lat w polskim kinie i serialach pojawią się produkcje dotyczące mafii czy gangsterów. To pełna paleta barw: komedie, kino akcji, dramaty. Gangsterzy czasem bawią jak w dawnych filmach Olafa Lubaszenki. Czasem przerażają jak w „Długu” Krzysztofa Krauzego. Dlaczego polskie kino tak często opowiada gangsterskie historie? Ten motyw jest w nim stale obecny od lat 90.

Ostatnio postanowił to także wykorzystać były bokser Marcin Najman, który starał się nagłośnić galę MMA-VIP 4 pokazując gangstera Andrzeja Zielińskiego pseudonim „Słowik”. To jeden z szefów mafii pruszkowskiej (z aresztu wyszedł w grudniu ub.r. po wpłaceniu 200 tys. zł poręczenia majątkowego), który miał być ambasadorem wydarzenia. I spotkał się z mocną krytyką, szczególnie ze strony dziennikarza sportowego Krzysztofa Stanowskiego. Po protestach z organizowania gali musiał się wycofać burmistrz Wielunia.

Ale kino to zupełnie inny temat, inna rzeczywistość. Tu twórcy chętnie sięgają do tematyki gangsterskiej od lat. – Bo kino szuka nowych treści w starej oprawie gatunkowej – zaznacza prof. Jacek Dąbała, medioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego, ale również współautor scenariusza do kultowego filmu lat 90. „Młode wilki” z m.in. Jarosławem Jakimowiczem. Dzisiejszy gwiazdor TVP wcielił się wówczas w postać „Cichego”, młodego chłopaka, który z kolegami zajmował się przemytem na granicy polsko-niemieckiej.

- Są producenci, którzy znowu dopuścili ostatnio do produkcji takie pomysły, a efekty ekranowe zainteresowały widzów, zatem dołączają następni twórcy. Trend to często efekt stadny – zwraca uwagę prof. Dąbała. Ale jednocześnie zaznacza, że żaden ze sposobów pokazywania gangsterów w kinie nie może być uznany za ich wybielanie. -  Dla większości normalnych ludzi gangster to gangster, a nie miły pluszowy miś. Film to dla ludzi jednak głównie rozrywka – przekonuje.

Kino nie musi świecić moralnym przykładem

Łukasz Muszyński, zastępca redaktora naczelnego Filmweb.pl, także uważa, że należy oddzielić rzeczywistość od kina i nie zrównywać ze sobą działalności Marcina Najmana oraz Macieja Kawulskiego. - Czym innym jest zatrudnianie kryminalisty do promocji pseudosportowej gali, a czym innym nakręcenie filmu inspirowanego życiorysem gangstera. Kino, a w szerszym kontekście sztuka, nie musi świecić moralnym przykładem. Ma być po prostu dobre – mówi Łukasz Muszyński. - Jeśli zaś chodzi o fascynację półświatkiem wśród polskich filmowców, mam wrażenie, że to nie jest ponowny trend. Ona trwa nieprzerwanie od wielu lat. Gatunek filmu gangsterskiego jest przecież niemal tak stary jak X Muza – dodaje.

Łukasz Adamski, krytyk filmowy TVP i Polskiego Radia, który sam robił kilka audycji o filmach gangsterskich, wskazuje na rys historyczny. - W latach 90. mieliśmy oczywiście Władysława Pasikowskiego, który stworzył taką postać romantycznego gangstera, wybierając do tego ubeka, kogoś kto na przełomie lat 80. i 90. bardzo źle się kojarzył. Zrobił to w duchu Jean-Pierre Melville’a. Bogusław Linda przenosił tę postać romantycznego gangstera, styl Franz Maurer, do innych filmów, np. do „Reichu”. Później były filmy, które dotykały tematu służb specjalnych, powiązań z Rosjanami, były takie bardzo polskie. I nagle pojawił się Patryk Vega. Zaczął od pierwszego „Pitbulla”, ale później poszedł w zupełnie inną stronę. Ale ciągle jego gangster był często psychopatą, człowiekiem, z którym wciąż się było trudno identyfikować. Vega też ich nie romantyzował – tłumaczy.

Zaznacza, że gdy w kinie pojawił się Maciej Kawulski zrobił coś czego filmowcy w Polsce nie robili. - Nikoś w jego ostatnim filmie wpisuje się trochę w to co zrobił Marcin Najman rozpoczynając współpracę ze „Słowikiem”. Wziął bandytę i zrobił z niego postać przypominającą niemal Robin Hooda. Ale z drugiej strony jest tam również grany przez Sebastiana Fabijańskiego Silvio. To w ogóle jedna z najlepszych postaci gangstera w polskim kinie. Psychopata, degenerat, taka twarz polskiej zorganizowanej grupy przestępczej. Takiej postaci nie widzieliśmy nawet u Pasikowskiego – ocenia Adamski.

Mafia w krzywym zwierciadle

Zatem tak naprawdę kino gangsterskie nigdy nie opuściło polskiego kina. - W latach 20 i 30 lat temu było po prostu bardziej widoczne dzięki chociażby Olafowi Lubaszence, który pokazywał gangsterów w krzywym zwierciadle w swoich komediach takich jak „Chłopaki nie płaczą”, „Poranek kojota” czy „E=MC2”, a także Patrykowi Vedze, który w takim kinie się wyspecjalizował w całej serii swoich produkcji. Po prostu nie zawsze filmy o nich opowiadające przebijają się do mainstreamu – mówi Dawid Muszyński, redaktor naczelny naEkranie.pl.

Ale dlaczego polscy filmowcy tak bardzo lubią tego typu historie? - Bo pokazują inną, mroczniejszą, a i pewnie dla wielu bardziej pociągającą stronę realiów naszego kraju. Widzowie lubią oglądać kino akcji i chętnie chodzą na polskie produkcje z tego gatunku. A najłatwiej jest opowiadać o mafii – uważa Dawid Muszyński. Jego zdaniem opowiadanie o takich bohaterach jak Nikoś czy Najmro wynika z tego, że w naszej historii nie ma zbyt dużo barwnych postaci, których życie nadawałoby się na film. - Do tego ich działalność pokrywała się z czasami komuny, gdzie wszyscy którzy występowali przeciwko temu systemowi mogą być przedstawieni w kinie jako odpowiednicy Robin Hooda. Czy jest to właściwy kierunek? Moim zdaniem nie, ale też nie jest niczym nowym. Przypomnę tylko dwa świetne seriale HBO „Zakazane imperium” opowiadający historie inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami czy „Rodzinę Soprano” opartą na fikcji – wylicza Dawid Muszyński. Także ocieplanie wizerunku gangsterów towarzyszy światowemu kinu od lat.

Chociaż sposób ich pokazywania bywa różny – z jednej strony był np. Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, „szef wszystkich szefów”, w „Poranku kojota”, a z drugiej taki Pawik, gangster-dresiarz, grany przez Bogusława Lindę w „Mieście prywatnym”.

- Ale „Miasto prywatne” to był w ogóle film, który w specyficzny sposób pokazywał polskich bandziorów. Nie jako romantycznych gangsterów, tylko ludzi robiących straszne rzeczy, którzy potrafili wydłubać dziecku oczy. Zaczynali jako drobne cwaniaczki w ortalionowych dresach, tak jak postać, w którą wcielał się Linda. To był taki obciachowy gangster, który musiał się później mierzyć z nowoczesną mafią już przebraną w garnitury. Z ludźmi powiązanymi ze służbami. To może nie był udany artystycznie film, ale bardzo dobrze pokazywał przaśność polskiej gangsterki. Nikt nie chciał się identyfikować z gangusem w dresiku – przekonuje Łukasz Adamski.

Zdaniem Łukasza Muszyńskiego popkultura od zawsze opierała się na recyklingu – żonglerce archetypami, odświeżaniu sprawdzonych pomysłów i dostrajaniu ich do nowych epok. - Myślę, że istotną rolę odgrywa tu również ciągle żywa nostalgia za latami 90. To właśnie wtedy nastąpił w Polsce rozkwit przestępczości zorganizowanej, a cały kraj żył krwawym konfliktem między gangami z Pruszkowa i Wołomina. Zjawisko, które 30 lat temu wyniszczało niczym rak młodą demokrację, z dzisiejszej bezpiecznej perspektywy może jawić się wielu ludziom jako ekscytująca sensacyjna historia – mówi.

To sprawia, że zyskują popularność i stają się opłacalne dla branży filmowej. - Kasowy sukces to jedno, ale pociąga też - kłania się psychologia - możliwość opowiedzenia o ludziach spoza zwykłego świata, takich na swój sposób ryzykantach, którzy żyją w kręgu przestępstwa, a więc śmierci, strachu i więzienia. Dla większości ludzi to zadziwiający brak wyobraźni, może nawet jakiś defekt psychiczny, taka niechęć do spokojnego życia, takie stawianie wszystkiego na z góry przegraną kryminalną kartę. Stąd bezpieczne - bo w sztuce - zainteresowanie ich życiem. To jest też piękno kina, takiej bajki, snutej opowieści – tłumaczy medioznawca z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nie wszyscy mają wysokie aspiracje

I dlatego kino tak łatwo "łapie się" na te gangsterskie story. Jak pokazuje rzeczywistość dużo trudniej w Polsce znaleźć produkcje przypominające stylem np. "Ślepnąc od świateł" i czarne charaktery grane przez Jana Frycza czy Roberta Więckiewicza, niż produkcje komediowe z motywem mafii czy opowieści z pogranicza kina akcji i filmu gangsterskiego. - Wszystko jest kwestią ambicji, talentu oraz środków finansowych. Wspomniany serial "Ślepnąc od świateł" jest niewątpliwie dziełem artystów, którzy potrafili pożenić ze sobą popkulturę i sztukę wysoką. Finalny efekt to kino sensacyjne zrealizowane na światowym poziomie. Niestety, wielu polskich producentów filmowych nie ma podobnych aspiracji – mówi Łukasz Muszyński z Filmweb.pl.

- Pokazanie gangsterów w brutalnej odsłonie, bez romantycznej, biograficznej czy wyrozumiałej nutki, jest trudniejsze, bo trzeba odnaleźć w nich jakiś psychiczny rys, coś co wyjaśnia widzowi dlaczego bandyta stał się i jest bandytą, dlaczego tak nienormalnie żyje. Im odpowiedź jest bardziej skomplikowana, nieoczywista czy zaskakująca, tym lepiej – stwierdza z kolei prof. Jacek Dąbała.
- Dlatego mamy mnóstwo czarnych charakterów gangsterskich, że tak tylko przypomnę Mateusza Damięckiego w „Furiozie”, Andrzeja Chyrę w „Długu”, Andrzeja Grabowskiego w „Odwróconych”, Marka Kondrata w „Rysiu” czy Marek Perepeczko w „Sarze”. Tylko tak jak wspomniałem nie wszystkie projekty przebijają się do szerokiej publiczności – dodaje szef naEkranie.pl Dawid Muszyński.

Ale na pewno sam motyw nie zniknie z ekranów. A po ostatnich sukcesach pewnie będzie ich nawet więcej. Zmienić się może styl. – Np. Włosi w swoich dzisiejszych serial o gangsterach („Suburra”, „Gomorra”) odmitologizowali obraz mafii. Tam już nie mamy „Chłopaków z ferajny” tylko strasznych bandytów mordujących kobiety i dzieci. Dla których słowo honoru nic już nie znaczy – wskazuje Łukasz Adamski. Jego zdaniem zmiany wprowadził także Maciej Kawulski. W obu swoich filmach opowiada historię gangstera, fajnego kolesia, i już nie zatapia tego jak Pasikowski w polską rzeczywistość lat 90. - On wpisuje to raczej w światową popkulturę. Jak Guy Ritchie czy Martin Scorsese. Jego film dlatego ta się dobrze sprzedaje na światowym Netfliksie, bo opowiada o gangsterach popkulturowych – tłumaczy Adamski.

Dlatego eksperci są pewni, że Patryk Vega i Maciej Kawulski mogą wkrótce doczekać się naśladowców. Sami na razie są zajęci - Maciej Kawulski przygotowuje aktualnie nową "Akademię Pana Kleksa", a Patryk Vega przymierza się podobno do nakręcenia swojej autobiografii.

- To bardzo możliwe. Producenci reagują na opinie swoich recenzentów. Poza tym czasami nie chcą ryzykować i idą z prądem lokalnym lub jakiegoś światowego hitu. Jaki to problem napisać nawet dziesięć, dwadzieścia czy trzydzieści scenariuszy o którymś z bogatej kolekcji gangsterów? Wystarczy, że będzie zainteresowanie, zamówienie i machina rusza. Trend to jednak zła droga, bo film musi żywić się czymś więcej niż wyobrażenie. No i warto pamiętać, że może po prostu stać się nudny – przekonuje prof. Dąbała.

- Kino lubi opowieści na temat „bad boyów”, którzy gdzieś tam starają się lub próbują być szlachetni, jeśli nie ma takich w prawdziwym życiu to ich sobie wymyśli. Tak jest na całym świecie i nic nie wskazuje na to by ten trend również w Polsce się zmienił – kończy Dawid Muszyński, naczelny naEkranie.pl.

Dołącz do dyskusji: Był Krzysztof Jarzyna ze Szczecina, jest Nikoś. Czemu kino fascynuje się półświatkiem?

 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl