SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

30 finałów WOŚP, ostatnie bez TVP. "Walka z dobrem nie ma sensu"

Zaczęło się na początku 1993 r. i trwa do dziś. W niedzielę już po raz 30. Jurek Owsiak zedrze sobie gardło podczas finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Wielka akcja charytatywna 24 razy była relacjonowana w mediach publicznych. Od kilku lat transmisje odbywają się w stacjach Grupy TVN, a w TVP wymazuje się serduszka, pomija informacje o Orkiestrze albo poświęca im 14 sekund w głównym wydaniu "Wiadomości". - Dziś telewizja publiczna jest kompletnie nieskuteczna, a to, co robi z Owsiakiem, jest miarą jej impotencji - uważa prof. Tadeusz Kowalski, medioznawca.

Jurek Owsiak zapowiada, że w festiwalu będzie mogło uczestniczyć 20 tys. osób (screen: YouTube/Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy)Article

"Proszę robić show, bo bez tego pan zbierze tyle, ile dziad pod kościołem" - doradził Jurkowi Owsiakowi ks. Józef Tischner.

- Te mądre słowa wziąłem sobie do serca, bo one pozwoliły nam przetrwać krytykę, że to miłosierdzie w świetle reflektorów. Myśmy to wymyślili, telewizja to wzięła. To jest wielki przekaz telewizyjny, mistrzowsko robiony do tej pory - mówił pięć lat temu portalowi Gazeta.pl Jurek Owsiak, głównodowodzący Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, której 30. finał odbędzie się w tę niedzielę. Było to w 2017 r., gdy po raz pierwszy transmisji z tego wielkiego wydarzenia telewizyjnego nie można było zobaczyć w TVP. Od pięciu lat impreza jest pokazywana przez stacje związane z Grupą TVN.

"Owsiak robił inną telewizję"

Zaczęło się od programu "Róbta, co chceta, czyli rockandrollowa jazda bez trzymanki", który pod koniec 1991 r. pojawił się w telewizyjnej Dwójce. Prowadzili go dobijający czterdziestki facet w czerwonych oprawkach i młoda dziennikarka (miała 26 lat), która rok wcześniej zadebiutowała jako prezenterka TVP2. On to Jurek Owsiak, w programie zawsze w żółtej koszuli i czerwonych spodniach. Ona to Agata Młynarska, w programie zawsze w koszuli z krawatem i krótkiej spódniczce. "Scenariusz był na pół strony. Jestem w pomieszczeniu, obok są jeszcze dwa inne. Ludzie wchodzą i wychodzą, przeszkadzają mi zrobić program, a ja chcę koniecznie zrobić program. Przy okazji robię spotkania ze znanymi muzykami, puszczamy ich teledyski" - opowiadał Owsiak o programie "Róbta, co chceta...".

- Program był zwariowany i dynamiczny. Jurek mówił szybko, prezentował pełne energii teledyski. Robił inną telewizję: nie nudną, statyczną i uporządkowaną, tylko barwną i rozchełstaną. To był dynamit - wspomina prof. Tadeusz Kowalski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego.

Jurek Owsiak już wtedy był znany miłośnikom rocka. Na przełomie lat 80. i 90. organizował festiwale i koncerty. Wymyślił m.in. "Letnią zadymę w środku zimy" czy "50 Rock’n’rolli na I Maja". Z Walterem Chełstowskim kierował w 1991 i 1992 r. festiwalem w Jarocinie. Był popularnym dziennikarzem radiowym. Pod koniec lat 80. prowadził muzyczną audycję w Rozgłośni Harcerskiej, a w 1991 r. dołączył do Trójki, gdzie był gospodarzem kultowej audycji "Brum".

- Ze skromnego prowadzącego lekko zwariowany program rozrywkowo-muzyczny stał się szefem fundacji, która przyciągnęła przed ekrany rzesze Polaków. To jego zasługa, że kolejne finały WOŚP realizowano w telewizji w tak charakterystyczny sposób. Były co prawda zastrzeżenia poważnych redaktorów, że Jurek kaleczy język, zacina się, mówi niepoprawnie, pytano, kto mu dał kartę ekranową, skoro występuje na wizji, ale on się tym nie przejmował, robił swoje i wychodziło mu to świetnie - mówi prof. Kowalski. - Entuzjazm znany z programu "Róbta, co chceta..." przeniósł się na sposób funkcjonowania Orkiestry. Dynamika jest potrzebna, bo przyciąga młodzież, a dla nich udział w Orkiestrze to poczucie, że robią coś dobrego i uczestniczą w czymś fajnym i ważnym. Dlatego co roku widzimy tysiące zaangażowanych ludzi, którzy bawią się i cieszą, wokół gra muzyka, jest gwar i ciągły ruch.

Pierwszy finał WOŚP: "Wzruszający, z pogranicza fantazji"

Oglądając relację z pierwszego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w 1993 r. można odnieść wrażenie, że było dość spokojnie. Zresztą wydarzenie transmitowane przez Telewizję Polską było tak naprawdę rozszerzoną wersją programu "Róbta, co chceta...". I realizowano je w podobnej konwencji. Dopiero w kolejnych latach dyrygent tej Orkiestry się rozkręcił, tak jak wszystko, co działo się wokół niego, nie tylko w studiu.

- 17 stopni mrozu, wszystko nie stykało, działał tylko jeden telefon i faks. Absolutny bałagan, jeżeli chodzi o dekoracje. Braliśmy wszystko, co było w magazynie: wielkie choinki, wielkie misie. Wzruszający, z pogranicza fantazji - tak o pierwszym finale mówił portalowi Gazeta.pl Jurek Owsiak. Z kolei Agata Młynarska w rozmowie z Polską Agencją Prasową wspominała po latach, jak bardzo Orkiestra odmieniła stylistykę telewizji. "Zmieniliśmy sposób myślenia, mówienia, ekspresji. W budynku telewizji, którą znamy z 'Człowieka z marmuru', na podłodze leżały pieniądze, które strażnicy musieli zamiatać do worków".

- To fenomen telewizyjny i nasz polski, oryginalny format. Nie jest to talk-show z udziałem publiczności, tak popularny w Stanach Zjednoczonych, w którym wszystko jest wyreżyserowane, a reakcje zgromadzonej w studiu publiczności sterowane. W kolejnych finałach Orkiestry obserwujemy spontaniczne zachowania, bo uczestnicy reagują na bieżąco na to, co się dzieje i są tak samo zaskoczeni obrotem spraw jak widzowie - ocenia prof. Kowalski.

"Niesamowity entuzjazm wśród reporterów"

Program w swojej formule bardzo przypominał to, co we wczesnych latach 90. można było oglądać w zagranicznych wydaniach MTV. Oprócz teledysków stacja miała swój niepowtarzalny styl pokazywania tzw. VJ-ów, czyli prezenterów muzycznych, którzy zapowiadali kolejne klipy, rozmawiali z widzami przez telefon, gościli muzyków w studiu i robili szalone rzeczy w czasie programu. Kamera bardzo często podążała za prowadzącym, czasem się obracała, kiwała na boki, jakby uczestniczyła w rozmowie z prowadzącym. Podobnie było przy realizacji transmisji z finałów Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

- Był niesamowity entuzjazm wśród reporterów, którzy łączyli się z Jurkiem - wspomina dr Mirosław Oczkoś, ekspert od wizerunku. Przyznaje, że tym, co spajało wszystkich dziennikarzy relacjonujących z różnych zakątków Polski i świata zbiórki pieniężne i towarzyszące im wydarzenia, był okrzyk: "Siema Jurek!". - To niesamowite, że nawet ci znacznie starsi reporterzy z dużym doświadczeniem telewizyjnym, bardziej stateczni, na ten jeden dzień, próbowali się odnaleźć w tej konwencji, zdzierając sobie gardło. To niewątpliwie zasługa Owsiaka. Co roku wygląda to tak, jak byśmy na jeden dzień zdejmowali czapkę najsmutniejszych ludzi w Europie, którzy się nie uśmiechają, nie lubią siebie, nie mówią sobie "dzień dobry". I nagle stajemy się Latynosami Północy, przy których siada karnawał w Rio. I widać, jak każdy, niezależnie od wieku, stara się odnaleźć w sobie entuzjazm i pokazać, co jest w stanie zrobić, by zagrać w Orkiestrze. Ludzie nurkują, chodzą na szczudłach, połykają ogień. To mocno pobudziło naszą kreatywność i przypomina ogólnokrajowe wydanie "Mam talent" - dodaje dr Oczkoś.

24 finały w TVP i Polskim Radiu

Finały Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy od pierwszej edycji pokazywała Telewizja Polska. Przez cały dzień na antenie TVP2 z przerwami na pojedyncze programy pokazywano relacje z różnych stron Polski i świata, gdzie ludzie wrzucają do puszek pieniądze na sprzęt medyczny dla dzieci, seniorów czy ciężko chorych. Transmitowano też fragmenty koncertów, a o godz. 20 obowiązkowo "światełko do nieba". Orkiestra na trwałe wpisała się w kalendarz telewizji publicznej, która w pierwszą lub drugą niedzielę stycznia rezerwowała sobie czas w ramówce na pokazywanie przebiegu finału WOŚP. Tak było do 2016 r. Po 24 latach jednak relacje zniknęły zarówno z TVP jak i Polskiego Radia.

Już wcześniej krytycznie pod adresem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i Jerzego Owsiaka wypowiadali się niektórzy politycy PiS i publicyści określani jako prawicowi. Najgłośniej było o komentarzach posła PiS Stanisława Pięty, który pod koniec 2015 r. napisał na Twitterze: "Jeżeli funkcjonariusz publiczny zaangażuje się w hecę WOŚP, niech nazajutrz składa raport o zwolnienie ze służby". Jurek Owsiak odpowiedział mu w swoim stylu: określił polityka mianem "króla PR", podziękował mu za wypromowanie finału WOŚP i zapowiedział podarowanie w nagrodę figurki pumeksu. Pięta pogratulował wyniku finansowego i zaznaczył, że jego wpis został źle zrozumiany.

Przed 25. finałem WOŚP Jerzy Owsiak kilka razy krytykował zmiany, które zaszły w TVP po wyborach z 2015 r. Żalił się, że telewizja publiczna kierowana przez Jacka Kurskiego nie informuje o przekazanych przez Fundację WOŚP sprzętach dla placówek medycznych. - Telewizja narodowa tego nie pokaże, chociaż ma w tym przeogromny udział. Szkoda, ich strata - mówił w jednym z wywiadów. Ostatecznie zdecydował, że 25. finał Orkiestry będzie współorganizowany przez Grupę TVN, która relacjonowała go w swoich kanałach TVN, TVN24 i TTV oraz serwisie Player.pl.

14 sekund o WOŚP w "Wiadomościach"

- Telewizja Polska nie uchyli się od informowania o przebiegu i rezultacie corocznej zbiórki Orkiestry na swoich antenach - zapewniał jesienią 2016 r. prezes TVP Jacek Kurski. Stało się jednak inaczej. O 25. finale WOŚP nie mówiono w "Panoramie", za to w "Teleexpressie" wspomniano o inicjatywie Jurka Owsiaka, zapowiadając jednak materiał o innej zbiórce charytatywnej. Natomiast widzowie głównego wydania "Wiadomości" usłyszeli na koniec programu wzmiankę o finale WOŚP, któremu poświęcono... 14 sekund. Z kolei w materiale o konfliktach w opozycji, nadawanym w tym samym wydaniu, wypowiadał się toruński poseł Platformy Obywatelskiej Arkadiusz Myrcha. Miał na sobie czarną kurtkę, na której było przylepione czerwone serduszko WOŚP. Widzowie "Wiadomości" go jednak nie zobaczyli, bo serduszko "wymazano".

- Cechą totalnej propagandy jest zakłamywanie rzeczywistości. TVP w ostatnich latach nie informuje, tylko manipuluje wypowiedziami, wycinając wyrwane z kontekstu fragmenty - uważa prof. Kowalski. - Zamazywanie serduszek było żenujące, a przecież miliony Polaków angażują się w Orkiestrę. Dlatego dziś telewizja publiczna jest kompletnie nieskuteczna, a to, co robi z Owsiakiem, jest miarą jej impotencji. To, że Radio Maryja czy TV Trwam o finale WOŚP nie informują, nie dziwi. Pozytywne jest to, że spora część społeczeństwa jest ponad to. Z kolei media komercyjne muszą być tam, gdzie ludzie. A ludzie w zdecydowanej większości interesują się Orkiestrą. Dziś widać, że TVN coraz bardziej wychodzi poza schemat wielkomiejskiej stacji dla lepiej wykształconej części publiczności z dużych ośrodków. Mam wrażenie, że konsekwencja w nagłaśnianiu Orkiestry działa na korzyść tej stacji. To pokazuje, że TVN ma nie tylko określony wizerunek polityczny, ale i prospołeczny. A to może się odbić na wynikach oglądalności.

I faktycznie, relacje z 25. finału WOŚP pokazywane na antenie TVN oglądało średnio 1,3 mln widzów, zdecydowanie więcej niż w poprzednich latach w TVP2.

Polski gen sprzeciwu

Zamieszanie związane z bojkotem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy przez TVP odbiło się na wynikach zbiórki. Podczas 25. finału zebrano ponad 105 mln zł. Była to rekordowa kwota. Jednak nie wspomniano o tym w głównym programie informacyjnym telewizji publicznej. Ówczesna szefowa "Wiadomości" Marzena Paczuska tłumaczyła brak relacji tym, że TVP "nie ma obowiązku informowania o akcji promowanej przez stacje komercyjne".

- Ci, którzy próbują zdyskredytować sukces Orkiestry, są zwolennikami twierdzenia, że Polacy mają w sobie gen sprzeciwu. I wygodnie jest im wykorzystać ten argument. Ale druga strona też ma w sobie gen sprzeciwu, bo jak się obrzydza Jurka, tak jak to robili politycy partii rządzącej, to Polacy w odwecie wrzucali do puszek jeszcze więcej, żeby pokazać, że to jest nasze i tego nam nie zabiorą - komentuje dr Oczkoś. - Teraz zwalczanie Orkiestry odbywa się na poziomie instytucji i np. zabrania się włączania w tę inicjatywę strażakom czy policjantom. To koszmar.

Ekspert od wizerunku zwraca uwagę, że z roku na rok przybywa Polaków, którzy nie pamiętają Polski bez Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. - To dzisiejsi dwudziestokilkulatkowie oraz młodsze osoby, którym się wmawia, że Owsiak robi machlojki i działa nieuczciwie. A przecież Orkiestra rozlicza się z każdej złotówki, dokładnie pokazuje, co robi, jakie sprzęty kupuje i za ile. Wszystko jest transparentne. To pokazuje siłę ich PR-u. Przeciwnicy Orkiestry najczęściej używają określenia "terror dobroci", ale słabo to działa, bo młodzi, którzy stoją z puszkami na ulicach mówią: "jak pan nie chce, nie musi pan wrzucać" - mówi ekspert od wizerunku. Dodaje, że udział w Orkiestrze pozwala Polakom poczuć się lepszymi ludźmi i być ze sobą razem. - Pierwsze lata po transformacji to był w Polsce czas smuty, ludziom brakowało pieniędzy, szpitale wyglądały nędznie, a mimo tej szarości pojawiło się coś, co było niezwykłe i to się cały czas udaje. Nie ma drugiej imprezy o takim charakterze w Polsce, która by tyle razy funkcjonowała na podobnych warunkach. Owsiakowi udało się zbudować wiarygodność przez ostatnich 29 lat. Gdy ktoś kreuje swój wizerunek w ciągu dwóch lat, może go łatwo stracić, ale jeśli budowano wiarygodność latami u przeważającej części społeczeństwa, to nie da się tego zdyskredytować jednym programem telewizyjnym czy pozwem do sądu - uważa dr Oczkoś.

Rozmówcy podkreślają, że w budowaniu wiarygodności duże znaczenie ma osobowość Jurka Owsiaka. - Początki jego kariery wiążą się z TVP, która dziś jest partyjna i realizuje linię polityczną, zgodnie z którą nie wspiera się osób i instytucji kontestujących obecną władzę - uważa prof. Kowalski. - Nadawca publiczny na początku lat 90. wykreował osobowości, którym pozwolono odejść do prywatnych stacji. Szkoda, bo zmarnowano w ten sposób potencjał Tomasza Lisa czy Piotra Kraśki, którzy u konkurencji stali się sztandarowymi postaciami. Obecnie niestety działalność Orkiestry jest wpisana w polityczny kontekst i dlatego w mediach publicznych się o niej nie mówi, a wręcz ją kontestuje.

Podobnie uważa dr hab. Jacek Wasilewski, medioznawca z Uniwersytetu Warszawskiego. - Główny sukces WOŚP to Jurek Owsiak w połączeniu z TVP, oczywiście tą, która w pierwszych latach działalności Orkiestry miała istotne znaczenie. Bez telewizji i show, jakie zrobił Owsiak, by się nie udało. A potem, gdy Orkiestra zaczęła być marką samą w sobie i mieć własne media, nie potrzebowała już telewizji do tego, żeby istnieć - mówi Wasilewski.

Demokratyczność transmisji z WOŚP

W 2019 r. 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zapamiętało wielu. Wieczorem - podczas "światełka do nieba" - na scenie w Gdańsku ugodzono nożem prezydenta tego miasta Pawła Adamowicza. Stało się to na oczach widzów. Sprawcą był 27-letni Stefan W., który poprzednie 5,5 roku spędził w więzieniu za napady na SKOK-i i bank. Dzień później Paweł Adamowicz zmarł. Krótko po ogłoszeniu tej wiadomości Jurek Owsiak zwołał konferencję, podczas której podał, że rezygnuje z funkcji prezesa Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Swoją decyzję tłumaczył falą nienawiści, jaka miała spłynąć na niego w ostatnim czasie, choć przyznał, że z problemem zmaga się praktycznie od początku działalności na rzecz fundacji. - Ta nienawiść także w moją stronę, w stronę fundacji grzeje od 25 lat. Przez pierwsze dwa lata ludzie nie kumali, co mogą nam zarzucić. Od 25 lat staczam boje z ludźmi, którzy tak samo mi grożą - uzasadniał Jurek Owsiak.

Kilka dni później ogłosił jednak, że pozostanie na stanowisku. Zmianę zdania tłumaczył prośbą żony tragicznie zmarłego prezydenta Gdańska oraz falą dobroci, jaka miała spotkać jego i organizację po ogłoszeniu odejścia.

Taka decyzja nie zaskoczyła Jacka Wasilewskiego. - Jeśli się jest spiritus movens Orkiestry, jej entuzjastą i stałym elementem, to nie mogło być inaczej. To tak jak by z Kaplicy Sykstyńskiej usunąć główny obraz. Gdyby Jurek zrezygnował, wysłałby sygnał, że z Orkiestrą coś jest nie w porządku. A jego największą zasługą od pierwszych edycji Orkiestry jest to, że cała Polska pojawia się w telewizyjnym studiu i przedstawiciele różnych regionów opowiadają, ile udało im się zebrać pieniędzy. Siłą tych transmisji jest ich niezwykła demokratyczność.

Prof. Tadeusz Kowalski podkreśla, że Orkiestra już na dobre utrwaliła się w świadomości społecznej. - Niemal wszyscy wiedzą, że na początku roku odbywa się kolejny finał. Orkiestra ma swoją dynamikę, hojność obywateli nie ustała, co pokazuje nieskuteczność telewizji Kurskiego w obrzydzaniu działalności Owsiaka. Zresztą wiele osób, które sympatyzują z obecną władzą, wspiera Orkiestrę, bo uważa, że jest ona ponad politycznymi podziałami i ma pomagać w zakupie specjalistycznego sprzętu do szpitali. Serduszka są widoczne w wielu ośrodkach zdrowia, a to świadectwo działań WOŚP. Czasem się zastanawiam, co by było, gdyby nie Owsiak. W sprawie z Michałowa Jurek szybko zareagował i założył tam punkt humanitarny dla imigrantów, w którym mogli oni uzyskać pomoc. A instytucje państwowe mają swoje procedury, a tu trzeba szybko działać. Taka jest natura ruchów społecznych i organizacji pozarządowych.

Osobowość i charyzma

Dr Wasilewski zauważa, że największą wartością Orkiestry jest propozycja uczestniczenia w akcji, która łączy ludzi. - To Polakom jest potrzebne, ponieważ do tej pory oprócz niej nie mamy nic, co byłoby wspólne. Teraz podnosi się głosy dotyczące permisywizmu Owsiaka, co wynika z przeinaczenia jego hasła "róbta, co chceta". To brzmi jak zachęta do anarchii, a tu chodzi o sposób działania. Jurek zdaje się mówić: możesz się dołączać, w jaki sposób chcesz, a nie możesz robić, co chcesz, co by miało oznaczać, że nie obowiązują żadne zasady i wartości - wyjaśnia medioznawca.

Jego zdaniem po prawie 30 latach już nie ma takiego znaczenia, w której stacji pojawia się WOŚP. - Obecnie rola telewizji jest znacznie mniejsza niż w latach 90. Orkiestrę zawsze napędzali młodzi ludzie, a ci nie bardzo ufają dziś telewizji - komentuje dr Wasilewski. Przypomina, że Jurek Owsiak za rok kończy 70 lat, a mimo to nadal jest istotną postacią dla młodzieży. - Bo on wpisuje się w idealizm, który jest tak ważny dla młodych. Oni chcą robić w życiu coś ważnego i dobrego oraz nadawać sens swoim działaniom, najlepiej prospołecznym. I to właśnie robi Owsiak. Dla nich to postać niezwykle potrzebna. I wcale nie chodzi o jego wiek, tylko o pewien rozmach. Gdy Jurek siebie eksponuje, to nie gra na siebie, więc to jest czyste działanie prospołeczne. Oczywiście wiele jest osób, które tak działają, ale on ma jeszcze osobowość i charyzmę. I tak jak Jan Paweł II wcześniej tworzył pewną wspólnotę wokół swoich pielgrzymek, które były odczuwane jako rodzaj prawdy w zakłamanym świecie, tak tutaj ludzie też chcą czuć, że to prawda o nich samych - mówi medioznawca.

- To, że TVP teraz nie pokazuje Orkiestry, a wręcz ją zwalcza, pokazuje jedynie to, że walka z dobrem nie ma sensu, bo zawsze kończy się źle dla tych, którzy ją wszczynają - mówi dr Oczkoś. - Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, ale są dzieła przypisane bezpośrednio do konkretnej osoby i nie wyobrażam sobie Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy bez Owsiaka. Tak jak gorzej sobie radzi Monar bez Marka Kotańskiego i polski kościół bez Jana Pawła II.

30. Finał WOŚP 30 stycznia

30. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się już w najbliższą niedzielę 30 stycznia. Po raz szósty partnerem medialnym charytatywnej akcji Jerzego Owsiaka będzie TVN Grupa Discovery.

Transmisje z 30. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy będzie można oglądać na trzech antenach nadawcy - TVN, TTV oraz TVN24, a także w serwisie Player.pl.

W dniu 29. finału fundacja Jerzego Owsiaka zebrała rekordową kwotę 127,50 mln zł, a pełna kwota zbiórki wyniosła 210,81 mln zł - najwięcej spośród dotychczasowych edycji charytatywnej akcji. Do tej pory Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy zebrała i przekazała na wsparcie polskiej medycyny sumę 1,5 mld zł.

Dołącz do dyskusji: 30 finałów WOŚP, ostatnie bez TVP. "Walka z dobrem nie ma sensu"

78 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Wert
Owsiak niczego nowego nie wymyślił. Totalitaryzmy już to trenowały wcześniej. Niemiecka "Pomoc zimowa" z dziećmi ganianymi po ulicach z puszkami z wielką galą na koniec zbiórki w Berlinie z udziałem Goebbelsa. Instytucjonalne wspieranie przez Kruppa czy Thyssena niczym się nie różni od tego co dziś daje Owsiakowi - zresztą z kieszeni klientów - Lidl. Tak jak Pomóc Zimowa tak i WOŚP nie mają żadnego znaczenia ekonomicznego oprócz propagandowego. Dziś WOŚP to element wojny polsko-polskiej z jednodniowym wzmożeniem tych od ośmiu gwiazdek".
odpowiedź
User
Poland
Byle by mrówka była cała a melon był złoty.
odpowiedź
User
Pawel
Tyle kasy z WOSP,ale nie dla zabezpieczenia życia i zdrowia na owsiakowej scenie.
odpowiedź