SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Nowy portal Polska Press z lepszą oprawą niż treściami, może zagrozić serwisom prawicowym

Polska Press w poniedziałek uruchomiła portal informacyjny i.pl, który zastąpił Polskatimes.pl. Menedżerowie z branży internetowej oceniają dla Wirtualnemedia.pl, że serwis dobrze wygląda, a dzięki zapleczu wydawnictwa bez problemu osiągnie wyznaczone jako cel 5 mln użytkowników miesięcznie. Nie zagrozi natomiast czołowych portalom horyzontalnym. - Powody do obaw mogą mieć właściciele prawicowych portali, które konkurują o to samo źródło finansowania, ale nie inne duże grupy medialne - uważa Marcin Bartnicki z Wirtualnej Polski.

Article

Portal i.pl zawiera treści informacyjne, publicystyczne, a także rozrywkowe. - Posiada funkcjonalności niedostępne dla naszych konkurentów, budując prawdziwą siłę połączonych mediów regionalnych z nowym portalem o zasięgu ogólnopolskim. Serwis to brakujący element w strukturze naszych portali i strategiczny krok w stronę jeszcze większej siły naszej firmy, która bazując na dotychczasowym potencjale, ma realną szansę wejścia do grona pierwszych trzech grup medialnych w Polsce – zarówno pod względem zasięgu treści, jak i efektywności biznesowej - podkreślił Tomasz Przybek, prezes Polska Press.

- Treści tworzyć będzie 800 dziennikarzy z całej Polski, rolą redakcji centralnej będzie te informacje, które najszybciej dostarczą nasi dziennikarze, obudowywać później, rozwijać i kontynuować w follow-upach - zapowiedział Michał Bagiński, menedżer odpowiadający za nowy portal.

Redaktorem naczelnym i.pl jest Piotr Kotomski, w przeszłości związany m.in. z TVN24, Niezalezna.pl i Polską Agencją Prasową. Jego zastępcami są Sławomir Cedzyński i Paweł Krajewski.

Nazwa lepsze niż Polskatimes.pl

Nowy portal zastąpił witrynę Polskatimes.pl, związaną z marką „Polska The Times”, która przez lata była podtytułem dzienników drukowanych Polska Press, eksponowano ją zwłaszcza w okresie ukazywania się tych tytułów w całym kraju.

- Nazwa i.pl to na pewno krok w dobrą stronę, jest prosta i pozwala na tworzenie ciekawych subdomen. Sama marka Polska Press, mimo że jest na rynku od dawna, nie zbudowała mocnej pozycji, więc trudno uznać, że będzie jej brakowało - komentuje dla Wirtualnemedia.pl Marcin Bartnicki, zastępca redaktora naczelnego Wirtualnej Polski.

Odejście od nazwy Polskatimes.pl chwali też Michał Mańkowski, dyrektor operacyjny i członek zarządu Grupy naTemat. - Wizerunkowo na poziomie nazwy i designu mocne odcięcie od dotychczasowego portfolio Polska Press. Patrząc na samą domenę, wygląda to nieco dziwnie. Nie jestem fanem, na początku, gdy zobaczyłem tytuł artykułu o starcie tego serwisu, myślałem, że to jakaś literówka. To dodatkowo językowy galimatias przy wymawianiu, cytowaniu itd. - zauważa. - Natomiast na stronie głównie fajnie ograno to przy nazwach kategorii np. "i Sport, i Opinie, i Biznes". Niemniej, na pewno dobrze, że jest to nowa marka, a nie odgrzewanie Polskitimes.pl - dodaje.

 

Dużo bardziej krytyczny jest Andrzej Adrysiak, wydawca „Gazety Radomszczańskiej”, w przeszłości m.in. wicenaczelny „Dziennika Gazety Prawnej”. - Nie wiem kto wpadł na pomysł nazwy, ale nie powinien dostać za to premii - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl.

- Ne pewno na plus zaliczyć trzeba bardzo krótką nazwę - domenę, bogatą ofertę contentową, ciekawa jest szata graficzna - ciekawsza od dotychczasowej wersji Polskatimes.pl. Widać pewne schematy zaczerpnięte z architektury strony artykułu (np. sposób budowy galerii fotograficznych) obowiązującej dotychczas w Polska Press, np. w serwisach dzienników regionalnych. No i nie wszystko jeszcze dobrze wygląda w wersji na smartfona, ale pewnie to usterki wieku niemowlęcego - komentuje. Paweł Nowacki, niezależny konsultant rozwiązań dla wydawców i e-commerce (DigitalFlow.pl).

Za to zdaniem Marcina Bartnickiego strona główna i.pl wygląda bardzo na komputerze, ale na smartfonie nie odstaje wyraźnie od konkurencji. - Ważniejsze jest jednak to, czego nie widać gołym okiem. Geolokalizacja pozwalająca targetować treści z lokalnych serwisów to dobre wykorzystanie przewagi konkurencyjnej. Ale nie spodziewam się, żeby narzędzia wspomagające zarządzanie stroną główną były na poziomie najlepszych dostępnych na rynku, a to nie ułatwi zwiększania liczby bezpośrednich wejść na stronę - zaznacza wicenaczelny Wirtualnej Polski.

- Sam grid strony przejrzysty, czytelny, czysty. Wygląda ładnie, ale nie widzę tam żadnej innowacji. Sprawdzone rozwiązanie znane z innych portali. Natomiast nie rozumiem tego strasznego niebieskiego gradientu w nawigacji strony. Ani to nowoczesne, ani ładne. Auć - analizuje Michał Mańkowski.

i.pl konkurentem dla portali ogólnopolskich czy regionalnych?

Portal i.pl ma publikować nie tylko informacje o wydarzeniach ogólnokrajowych, lecz także wiadomości lokalne i regionalne, przygotowywana przez dziennikarzy Polska Press z całego kraju.

- Portal ma przejrzysty layout i to jest jego plus. Widać dobrą pracę grafików i informatyków. Ale wyznacznikiem jakości mediów są własne informacje, a tych w poniedziałek rano na portalu nie było. W ogóle trudno znaleźć informacje lokalne, które mają być motorem portalu - zauważa Andrzej Andrysiak. - Z publicystyki wyróżniał się felieton prof. Roszkowskiego, który nie zabierał głosu w sprawie awantury wokół jego podręcznika. Główną zasługą tego testu jest to, że jest, bo treściowo niewiele wnosi. Poranna główna informacja na stronie o wielkim przemycie kokainy nie ma kalibru ogólnopolskiego. W portalu jest bardzo dużo informacji pisanych pod SEO i rozumiem, że to niezbędne do pozycjonowania, ale dla odbiorcy bez wartości - dodaje.

W poniedziałek w południe i.pl jako pierwszy podał, że Rada Mediów Narodowych odwołała Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej.

- Nie bagatelizuję portalu, bo to duży projekt dużego koncernu medialnego a wydawcy lokalni mieli pewne obawy z nim związane. Po starcie jednak okazuje się, że nie wchodzi on na nasze pola. I to uważam za największe wyzwanie i.pl. Nie potrafię określić jego odbiorcy. Lokalny? Nie widać takich treści. Regionalny? Polska Press ma mocne portale w dużych miastach, więc po co kanibalizować. Ogólnopolski? Nie wiem, co by takiego odbiorę miało przyciągnąć - zastanawia się Andrysiak.

Podobną opinię ma Mikołaj Chrzan, zastępca redaktora naczelnego „ Gazety Wyborczej" zarządzający redakcjami lokalnymi. - W poniedziałek kilka razy zaglądałem na i.pl - ani razu w jego górnej części nie zobaczyłem autorskiego, reporterskiego materiału napisanego przez dziennikarzy z regionów - takich, którzy gdzieś byli, coś odkryli, z kimś rozmawiali. Mam wrażenie, że podobne materiały częściej i chętniej eksponujemy my na Wyborcza.pl czy Onet, który też wzmacnia swoją obecność poza Warszawą - zauważa Chrzan. - i.pl przypomina "Polskę The Times" - nijakie materiały ogólnopolskie, które przykrywały atrakcyjną lokalność. Będę się temu serwisowi przyglądał, na razie nie mam jednak poczucia, by mógł on być dla nas jakimkolwiek zagrożeniem - podkreśla.

Według Michała Mańkowskiego i.pl działa w modelu innym niż wiele portali horyzontalnych. - Zazwyczaj to jedną wielką stronę wykorzystuje się do pompowania ruchu na mniejsze. Tutaj może być odwrotnie. Nie wierzę, że nagle uda się zbudować kolejny horyzontalny portal z tak ogromnym ruchem bezpośrednim na stronę główną, to już nie te czasy i nie ten sposób masowego konsumowania treści - prognozuje menedżer. - Na pewno jest tutaj spore zaplecze regionalnych portali, które mogą stanowić o sile. Generalnie to będzie ciekawy eksperyment - uważa.

- Dorota Kania chwali się, że na rzecz portalu pracuje 800 dziennikarzy. Sądząc po treści pierwszego dnia – w takim razie jest tam duży problem. Jeśli 800 dziennikarzy nie jest w stanie na start portalu wygenerować kilku dobrych newsów lokalnych i regionalnych o ogólnopolskim kalibrze, choć jednego porządnego śledztwa, kilku analiz i wywiadów – to kto jest? - pyta Andrzej Andrysiak.

5 mln użytkowników łatwym celem

Rzecznik prasowy Polska Press Wojciech Paczyński stwierdził, że nowy portal w ciągu roku ma pozyskać 5 mln realnych użytkowników, także tych niekorzystających wcześniej z witryn wydawnictwa. - Uzupełnienie portalu użytkownikiem, który będzie współdzielony z innymi serwisami Grupy, będzie raczej proste. Wyzwaniem natomiast będzie znalezienie dojścia do tych ok. 3 mln osób spoza grupy - zaznaczył Michał Bagiński.

- Mając do dyspozycji bardzo duży potencjał serwisów lokalnych, ich profili w mediach społecznościowych i SEO, cel 5 mln RU w rok nie wydaje się wygórowany. Warto też pamiętać, że Polska Press ma w portfolio specjalistyczne serwisy branżowe, chociażby w obszarze budownictwa i wnętrz, ale także telemagazyn.pl, który sam generuje zasięg ok. 4 mln RU miesięcznie. Przy dobrze zorganizowanej wymianie ruchu, połączenie tak różnych grup użytkowników powinno pozwolić zrealizować cel, nawet jeśli pojawią się problemy w budowaniu zasięgów np. w Google Discover - ocenia Marcin Bartnicki

- Dużo trudniejszym wyzwaniem będzie zbudowanie większej liczby bezpośrednich wejść na stronę główną i zasięgów poszczególnych obszarów tematycznych. Redakcja składająca się z 44 osób jest dość skromna, a 800 pozostałych dziennikarzy z grupy prawdopodobnie pozostanie dla i.pl tylko na papierze. To ludzie, którzy na co dzień wykonują zadania w swoich redakcjach. Duże portale nie mają więc powodów do obaw w kwestii konkurowania z ich stronami głównymi, przynajmniej w dającej możliwości prognozowania perspektywie czasowej

Portal Polskatimes.pl regularnie odwiedzało ponad 4 mln internautów w ciągu miesiąca. W maju br. zanotował 4,43 mln użytkowników oraz 6 minut i 4 sekundy średniego czasu korzystania, a miesiąc wcześniej - 4,21 mln użytkowników oraz 7 minut i 14 sekund przeciętnego czasu korzystania. Natomiast w marcu, gdy po wybuchu wojny w Ukrainie większość witryn informacyjnych notowała dużo wyższą odwiedzalność, portal przyciągnął 5,31 mln internautów, każdego przeciętnie na 6 minut i sekundę (wszystkie dane z badania Mediapanel).

Paweł Nowacki jest przekonany, że i.pl wykorzysta zasięgi swojego poprzednika. - Nie ma już portalu Polskatimes.pl, ustawiono przekierowania więc - jak sądzę - dużą część dotychczasowych użytkowników portalu przejmie nowa domena, a stare artykuły Google zindeksuje na rzecz nowej domeny. Tu oczywiście w grę wchodzą różnego typu zabiegi SEO. Przy tej takiej liczbie aktywnych serwisów w Polska Press, z różnymi domenami dzienników regionalnych oraz zasięgu Naszego Miasta można stosunkowo łatwo wypromować nową markę, tzn. skierować na niego ruch - opisuje.

Podobnego zdania jest Andrzej Andrysiak. - Na razie mamy portal zbudowany na bazie innego. Osiągnięcie 5 mln użytkowników nie powinno być problemem, bo polskatimes.pl miał 4 miliony a nawet profile społecznościowe są przepisane na nowy produkt. Poza tym Polska Press jest mistrzem w linkowaniu, więc wygenerowanie dodatkowego miliona to nie jest karkołomnym zadaniem - mówi. - Będzie to kolejny projekt mocno oparty na zewnętrznych źródłach ruchu. Mam nadzieję, że nie będzie to jednak takie pato-SEO, jakie uprawiają niektóre z innych portali. Nadchodzący na nieanglojęzycznych rynkach update algorytmu Google o "helpful content" może temu zapobiec - zauważa Michał Mańkowski.

Mniejszy potencjał zasięgowy przed i.pl widzi Maciej Kucharski, dyrektor ds. zasięgu i rozwoju w Grupie Interia. - Zmiana nazwy z rozpoznawalnego Polskatimes.pl na i.pl jest bardzo ryzykowna. Bardzo trudno będzie zbudować u czytelników podobną świadomość marki. Dzięki działaniom SEO może on osiągnąć 5 mln RU miesięcznie. Uważam jednak, że na Top3 polskiego internetu są bardzo małe szanse - komentuje.

Widoczna przychylność wobec władzy

Polska Press od wiosny ub.r. należy do państwowego koncernu Orlen. Krótko po przejęciu wymieniono cały skład zarządu wydawnictwa i redaktorów naczelnych prawie wszystkich jego dzienników drukowanych. W gazetach i serwisach firmy pojawiło się wiele przychylnych publikacji o obozie rządzącym i wywiadów z jego politykami, natomiast krytyczne teksty dotyczą głównie samorządów, w których władze sprawują politycy związani z opozycją parlamentarną.

- Ze względu na właściciela można spodziewać się łatwej do odgadnięcia linii politycznej, co nie oznacza, że serwisy tematyczne, chociażby sportowy czy rozrywkowy będą znacząco różniły się od innych obecnych na rynku. Na pewno jednak w najbliższym czasie nie zobaczymy ich w czołówkach w swoich kategoriach tematycznych, chociażby ze względu na niewielką liczbę tworzących je dziennikarzy - prognozuje Marcin Bartnicki.

O tym, jak pod kątem politycznym, wyglądają treści na nowym portalu mówi Rafał Madajczak, redaktor naczelny Gazeta.pl. - Na stronie głównej próżno szukać informacji o prawdopodobnie największym kryzysie gospodarczym tego wieku w Polsce – nie dowiemy się niczego nie tylko o słynnym już "palić trzeba wszystkim" prezesa PiS, ale nawet o tym, jak kupić węgiel, czy o galopującej inflacji. To oznacza, że główny odbiorca nowego serwisu nie mieszka w Nowej Soli, Kostrzynie, Zamościu czy Olsztynie, tylko na Żoliborzu w Warszawie. I nawet nie wiadomo, czy używa komputera, o smartfonie nie wspominając - zauważa.

- Jako pracownik mediów cieszę się, że i.pl powstało. Konkurencja, zwłaszcza nowa, to impuls, żeby jeszcze bardziej się starać. Nikogo nie powinien jednak uśpić fakt, że na początku ta nowa konkurencja „szału nie robi". Redakcja i.pl pływa w morzu pieniędzy Orlenu i z czymś w końcu musi „trafić". Czy powstanie i.pl jest dobre dla czytelników i czytelniczek? Na dziś odpowiedź brzmi: nie - ocenia Madajczak.

Zdaniem Mikołaja Chrzana na i.pl nie ma równie ostrych komentarzy politycznych jak w serwisach prawicowych. - Sympatie polityczne portalu i.pl tworzonego przez redakcję wywodzącą się z Polska Press są widoczne, ale trzeba przyznać, że podawane są subtelniej niż np. w TVP Info czy w Niezalezna.pl - stwierdza wicenaczelny „GW”.

- Niemniej jednak zaskakujące było otwarcie portalu felietonem prof. Wojciecha Roszkowskiego, w którym broni on swojego podręcznika. Czuć także, że sfera opinii i.pl stanie się miejscem "podgryzania" liberalnych polityków - zarówno z prawej, jak i lewej strony, na co wskazuje choćby felieton Jana Śpiewaka. Z drugiej strony, pisanie o polityce rządu nie wskazuje na jakąś zakulisową wiedzę, którą mogliby mieć wyłącznie redaktorzy i dziennikarze powiązani ideowo z obecną władzą. Pokazują to np. teksty wokół odwołania Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP oparte na publicznych tweetach i innych wypowiedziach, które pojawiały się także w innych mediach - analizuje.

Marcin Bartnicki zauważa, że Polska Press należy do potężnego koncernu państwowego, więc rachunek ekonomiczny nie jest priorytetem także dla zespołu nowego portalu. - Trudno mówić o konkurowaniu w standardowych warunkach rynkowych, w sytuacji, gdy główny klient jest jednocześnie właścicielem grupy medialnej. Nie zmienia to faktu, że spółki skarbu państwa dysponują dużymi budżetami, które mogą dać stabilne finansowanie - ocenia.

- Powody do obaw mogą mieć właściciele prawicowych portali, które konkurują o to samo źródło finansowania, ale nie inne duże grupy medialne. Nie sądzę, żeby nowy portal Polska Press mógł konkurować o innych klientów, chociażby dlatego, że pozycjonowanie marki w oparciu o portale z tak wyraźną linią polityczną generuje zbyt duże ryzyko - prognozuje wicenaczelny Wirtualnej Polski.

Polska Press ze stratą netto i 1,8 tys. pracowników

W ub.r. Polska Press w ujęciu jednostkowym zanotowała wzrost przychodów z 313,96 do 314,47 mln zł, a przy spadku dotacji i ponad 20 mln zł odpisów miało 30,81 mln zł straty netto, wobec 4,09 mln zł zysku rok wcześniej.

Na koniec ub.r. stałe zatrudnienie w wydawnictwie wynosiło 1 827 etatów. To 5,1 proc. łącznych kadr w grupie Orlen, które na koniec roku wynosiły 35 424 etatów, wobec 33 377 rok wcześniej.

Dołącz do dyskusji: Nowy portal Polska Press z lepszą oprawą niż treściami, może zagrozić serwisom prawicowym

 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl