SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Tomasz Lis mimo zapowiedzi nie pozwał ani WP, ani autora tekstu o nieprawidłowościach w „Newsweeku”

Minęły dwa miesiące od momentu, gdy Tomasz Lis ogłosił, iż rozważa z prawnikami, czy pozwać Szymona Jadczaka, autora głośnego tekstu o jego zachowaniach względem dziennikarzy i dziennikarek „Newsweeka” opublikowanego w Wirtualnej Polski. Jak ustalił portal Wirtualnemedia.pl, dotąd nie pozwał ani dziennikarza ani Wirtualnej Polski.

W czerwcu Jadczak opisał w tekście zamieszczonym na Wirtualnej Polsce, że pracownicy „Newsweek Polska” skarżyli się, iż Tomasz Lis - jako naczelny pisma - przez lata zachowywał się wobec podwładnych w sposób, który można uznać za mobbingujący.

Jadczak zaznaczył, że potwierdziło to kilkadziesiąt byłych i obecnych pracowników tygodnika, zdecydowana większość wypowiedziała się w tekście anonimowo. - Naczelny zagląda w dekolt jednej z redaktorek i komentuje kolor jej stanika. Były też okropne kawały o gejach, koledzy geje z redakcji fatalnie to znosili - opisała jedna z osób.

Jako jedyny z imienia i nazwiska w tekście wypowiedział się Ryszard Holzer, były sekretarz redakcji „Newsweeka”. - To było mnóstwo drobnych rzeczy, które składały się w całość, nieprzyjemną atmosferę przesiąkniętą chamstwem. Parę razy zwracałem uwagę Tomaszowi Lisowi, że są to zachowania na pograniczu mobbingu. Nie reagował - stwierdził.

Lis nie pozywa Jadczaka…

Tomasz Lis najpierw sugerował pozew, a potem przekazał mediom, że rozmawia z prawnikami, czy nie pozwać o ochronę dóbr osobistych zarówno Szymona Jadczaka, jak i Wirtualną Polskę. Jak jednak ustaliliśmy – dotychczas były szef „Newsweeka” nie zdecydował się wystąpić z pozwem względem Jadczaka, a to oznacza – jak mówią nasi informatorzy – że raczej już tego nie zrobi. Nie przysłał też pozwu do Wirtualnej Polski.

Czy w istocie oznacza to ostateczną rezygnację z sądowej drogi? Nie wiadomo, bo Tomasz Lis nie odpowiedział na nasze ponawiane pytania w tej sprawie. – Nigdy nie powiedział wprost, że chce mnie pozwać, więc trudno mi to komentować – przekazał nam Szymon Jadczak, dodając: - Za to RASP do dzisiaj nie odpowiedziała na nasze pytania.

… RASP nie pozywa Holzera

Ale to nie wszystko. Jak ustaliliśmy, pozwu do dzisiaj nie otrzymał także Ryszard Holzer, któremu działaniami prawnymi zagroziło w lipcu wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska. Holzer na Facebooku opisał, jak wyglądało jego przejście z „Newsweeka” do „Forbesa”. Wspominał m.in. o skargach, które – jego zdaniem – „długo były zamiatane pod dywan”. - Osoby, które Lisowi się przeciwstawiały traciły pracę, bądź też (to m.in. mój przypadek) zostawały przez dział HR zmuszane do przejścia do innych redakcji – napisał. 

Zarząd RASP w odpowiedzi opublikował komunikat, w którym poinformował, że podejmie kroki prawne względem Holzera. „Nieprawdziwe informacje oraz insynuacje rozpowszechniane w mediach przez Pana Ryszarda Holzera uderzają w dobre imię naszych pracowników. W związku z tym podejmiemy w tej kwestii stosowne kroki prawne” – napisano w nim.

Kilka dni temu zapytaliśmy Ringier Axel Springer Polska czy pozew został wysłany lub może wydawnictwo wycofało się z zamiaru ścigania prawnego byłego pracownika. - Nie podajemy takich informacji do publicznej wiadomości – poinformowało nas w odpowiedzi wydawnictwo. Jak udało nam się dowiedzieć, Ryszard Holzer nie otrzymał pozwu od RASP. W obronie dziennikarza latem protest podjęło m.in. Towarzystwo Dziennikarskie.

PIP zbadało: procedury działały prawidłowo

Krótko po ukazaniu się artykułu Szymona Jadczaka poseł Prawa i Sprawiedliwości Piotr Sak zapowiedział, że skieruje wniosek do Państwowej Inspekcji Pracy o pilną kontrolę w redakcji „Newsweek Polska”. W licu taka kontrola zaczęła się, po kilku tygodniach - zakończyła. Zbadano w jej trakcie m.in. aktualne i obowiązujące w zakładzie pracy dokumenty określające wprowadzone i stosowane przez pracodawcę tzw. procedury antymobbingowe. Jednym z elementów prowadzonych czynności kontrolnych przez inspektorów pracy było również zbadanie atmosfery pracy. Ostatecznie ustalono, że procedury anytymobbingowe w firmie działały sprawnie.

W wyniku kontroli sformułowano również trzy zalecenia, które pozwolą na dalsze usprawnienie korzystania z dostępnego systemu. Tomasz Lis po ogłoszeniu tych wyników, skomentował: „Na wiele tygodni zamieniono moje życie i życie moich najbliższych w koszmar. Nie oszczędzono mi żadnego epitetu. Niczego. Nie oczekuję przeprosin ani nawet refleksji. Jako chrześcijanin mam tylko jedno wyjście- wybaczam. Ale nie wiem czy kiedykolwiek będę umiał zapomnieć”.

 

 

Dołącz do dyskusji: Tomasz Lis mimo zapowiedzi nie pozwał ani WP, ani autora tekstu o nieprawidłowościach w „Newsweeku”

15 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Adrian
Typowe - zapowiedzieć pozew, żeby uspokoić psychofanów i reklamodawców, po czym de facto przyznać nie pozywając nikogo, że publikacja była prawdziwa. Może też to być element dealu Lisa z RASP - my nie ujawnimy twoich brudów, a ty nie będziesz nadawał sprawie rozgłosu procesem.
0 0
odpowiedź
User
Jan P
A co tu pozywac jak sie cale zycie kolegow i kolezanki niezczylo... jak sie ludzi w choroby psyvhiczne wpedzilo... Jako chrzescijanin - jak sam siebie okresla to powinien przeprosic i zadoscuczynic. Ale ten czlowiek, pochodzacy, z chlopstwaaa nie ma przeciez za grosz honoru czy kindersztuby.
0 0
odpowiedź
User
Widzka
Ewentualny proces z powództwa Lisa ośmieliłby innych pokrzywdzonych ze wszystkich redakcji, którymi kierował. Po co tyle negatywnego szumu wokół siebie, gdy po raz pierwszy w życiu nie ma się pracy. Chyba, że pomoże Tusk.
0 0
odpowiedź