SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Twórca Fancy Bears: celebryci sami kupowali misie

Za akcją misiów NFT Fancy Bears stoi Jakub Chmielniak - współzałożyciel platformy NFT Fanadise i partner w agencji influencer marketingu DDOB. Kiedy pytamy go o szczegóły współpracy z influencerami zaangażowanym w promocję misiów, stwierdza, że to luźne partnerstwo, nie podparte kontraktami.

Article

Twórcę Fancy Bears zapytaliśmy o odniesienie się do zainteresowania akcją przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
W ocenie Jakuba Chmielniaka, Fanadise i DDOB mają tu "czyste ręce", a sam Urząd się do niech nie zwrócił. - Nie wiem, czy UOKiK w ogóle będzie kontaktował się z nami w sprawie tej akcji, czy z konkretnymi influencerami. Do nas nikt jeszcze nie dzwonił ani nic nie wysyłał. Doskonale wiemy, jak obecnie mają się sprawy, jeśli chodzi o UOKiK i oznaczanie treści reklamowych. Jako właściciel agencji influencer marketingowej i kilku innych powiązanych biznesów współpracuję z tysiącami twórców, wiem więc jakie jest stanowisku UOKiK w tej sprawie - wyjaśnia nam Chmielniak.

Jednak w filmie youtubera Dominika Bosa cytowany jest fragment ze strony Fanadise. Można na niej znaleźć zdanie z słowem "signed influencers", co odbiorcy może sugerować, że z celebrytami zawierane są jakieś pisemne umowy.

Chmielniak tłumaczy to jednak tak: "Nie należy mieszać tekstów marketingowych z rzeczywistością. Zdecydowanie nie mamy podpisanych umów ze znanymi osobami zaangażowanymi w akcję z misiami. W świecie krypto generalnie nie ma umów. To specyficzna przestrzeń".

Przypomnijmy, że na początku stycznia na profilach polskich celebrytów i influencerów w mediach społecznościowych pojawiły się cyfrowe grafiki z misiami, które nawiązują do indywidualnego wyglądu znanych w sieci osobowości. To akcja promocyjna kolekcji NFT nazwanej Fancy Bears Metaverse firmy Fanadise.

UOKiK patrzy na Fancy Bears

Akcja przygląda się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nawet kilka dni temu podał, aby zgłaszać do niego każdego influencera, który reklamuje scam. Chodzi o działania polegające na wprowadzaniu odbiorców w błąd poprzez m.in. ukrywanie istotnych informacji na temat produktu, czy też podkreślanie pewnych jego cech w celu wywarcia wpływu na użytkownika. Czy chodzi o misie NFT? - Misiom i ich promocji w sieci przyglądamy się w ramach działań już prowadzonych wobec influencerów - odpowiada na pytanie Wirtualnemedia.pl biuro komunikacji Urzędu.

Jan J. Zygmuntowski, ekonomista i dyrektor programowym CoopTech Hub, pierwszego w Polsce centrum technologii spółdzielczych, zaapelował nawet na Twitterze o zgłaszanie do Urzędu tej „nieoznakowanej reklamy piramidy krypto”. - Dobrze, że UOKiK zainteresował się sprawą promocji NFT. Oznaczanie tego typu promocyjnych postów przez celebrytów to minimum, którego wymaga polskie prawo. To, że influencerzy jednocześnie zmieniają wygląd swoich profilówek wygląda na skoordynowaną akcję. Np. w Wielkiej Brytanii jest nakaz oznaczania kampanii reklamowych w mediach społecznościowych i platformy dają tam taką możliwość – zaznacza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Zygmuntowski.

- NFT mogę krytykować z różnych powodów, ale głównym jest ten, że ludzie od wprowadzania NFT wprowadzają jednocześnie w błąd osoby, które kupują tokeny, sugerując, że token jest tytułem własności do jakiegoś dzieła. W rzeczywistości płacą po prostu za token, czyli zapis w bazie danych, którego wartość jest czysto spekulacyjna – podkreśla. – I promują NFT jako inwestycję w przyszłość, sugerując, że wartość inwestycji wzrośnie, bo przekonane zostaną kolejne osoby - a to przecież typowe myślenie dla piramidy finansowej wymagającej rekrutacji nowych osób – dodaje.

Podkreśla, że przykładowa inwestycja w udziały każdej firmy daje inwestorom możliwość dywidendy, podobnie inwestycja w obligacje daje pewne gwarancje, a tu jakiekolwiek zyski mogą pochodzić tylko od aprecjacji wartości przez wzrost bańki.

Z kolei prof. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego, który specjalizuje się w badaniu społeczności internetowych i zarządzaniu wysokimi technologiami, podkreśla, że bardzo słusznie, że UOKiK przygląda się akcji promocyjnej z „misiami”. - Mam negatywne zdanie na temat NFT. Uważam, że to ekstrawagancja, nie wnosząca wartości dodanej, a jednocześnie o niebagatelnym śladzie węglowym. Jak każde dobro spekulacyjne, może się jak najbardziej okazać opłacalna, jak i być całkowitą bańką – mówi portalowi Wirtualnemedia.pl prof. Jemielniak.

Magda Gessler jako cyfrowy miś

W akcję Fancy Bears zaangażowano Magdę Gessler, Krzysztofa Gonciarza, a także np. Malika Montanę i Olę Nowak.

Twórca Fancy Bears w rozmowie z naszym serwisem tłumaczy także, jak doszło do nawiązania współpracy z Magdą Gessler - najpopularniejszą z zaangażowanych celebrytek - która na stronie DDOB wyraziła opinię, że NFT to "coś, co do końca rozumie, ale czuje, że na naszych oczach dzieje się rewolucja".

- Od pół roku robimy projekty NFT dla polskich influencerów, w tym dla Dody, Joanny Jędrzejczyk, youtuberów i tiktokerów. Jesteśmy właścicielami największej agencji influence marketingowej w Polsce, w związku z tym jesteśmy w kontakcie z większością największych influencerów, w tym z Magdą Gessler. Rozmawialiśmy o jej NFT na przestrzeni wielu ostatnich miesięcy - mówi nam Jakub Chmielniak.

Co-founder Fanadise (drugim jest Bartek Sibiga) na pytanie o to, czemu ostatecznie z profilu Gessler zniknął obrazek z misiem, odpowiada, że była to najwyraźniej własna inicjatywa prowadzącej "Kuchenne rewolucje".

- Nie mamy żadnej umowy z żadnym influencerem. Wszyscy influencerzy kupowali misie na własną rękę, w tym Magda Gessler. Ostatecznie robi, co chce. Nie wiem, czemu usunęła misia z profilu. To jej własność, którą sama rozporządza. Nie zobowiązujemy jej do niczego - stwierdza Jakub Chmielniak.

Miś za crypto

Komu Fanadise chce sprzedawać misie Fancy Bears? - Przede wszystkim ludziom z świata kryptowalut. W Polsce zrobiliśmy promocję na zasadzie wywołania szumu, z kilkoma gwiazdami sieci, ale to tylko dodatek do całej akcji. W zasadzie 5 proc. misiów trafiło na polski rynek. Naszym targetem jest klient globalny, zainteresowany krypto. Tam są nasi odbiorcy - przekonuje Jakub Chmielniak. Nasz rozmówca dodaje, że jak na razie sprzedano wszystkie wyemitowane obrazki.

- Klienci kupowali je za crypto, w tym wypadku za Ethereum, które wpłynęło na nasze wallety. Misie to jeden  z projektów NFT,  które stworzyliśmy w Fanadise, ten był akurat najbardziej udany. Mamy w  planach już kolejne. Rzeczywistość kryptowalut dopiero się tworzy i jest  wyzwaniem - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Jakub Chmielniak.

Rozwinięcie skrótu NFT to Non-Fungible Token. W tłumaczeniu to wirtualny certyfikat (token), którego nie da się wymienić na inny, zmienić jego "zawartości". Mogą to być aktywa całkowicie cyfrowe lub tokenizowane wersje rzeczywistych zasobów. Tokeny NFT są niewymienialne i mają ograniczoną ilość, co nadaje im wartość kolekcjonerską i inwestycyjną. Nie można ich zhakować, więc działają jako dowód autentyczności i własności w sferze cyfrowej.

Token może posłużyć do "podpisania" swojego wirtualnego przedmiotu. To ma pozwolić dochodzić np. praw majątkowych w przypadku, gdy ktoś zechce np. zarobić na naszej cyfrowej własności (np. sprzedać nasz film, zdjęcia itp.). NFT może także przyjąć formę miniserii identycznych tokenów - np. przedmiotów kolekcjonerskich w grach, kuponów uprawniających do zniżek na określone zakupy.

Token NFT "ulepiony" jest z technologii blockchain („łańcuch bloków"), która w skrócie służy do przechowywania i przesyłania informacji o transakcjach zawieranych w internecie. To na niej bazują kryptowaluty, np. bitcoin. NFT nie jest wynalazkiem nowym - pierwsze tego rodzaju tokeny powstawały już prawie 10 lat temu.

Nawet Polskie Fancy Bears są wzorowane na amerykańskiej akcji Bored Ape Yacht Club, w którą zainwestował np. raper Eminem.

Obrazy, tweet, cyfrowa miłość

Co już zostało sprzedane w NFT? Zespół rockowy Kings of Leon sprzedawała w tej formie specjalną edycję swojego albumu. Z kolei Jack Dorsey, założyciel Twittera wystawił na aukcję swój pierwszy tweet.

W Polsce głośno było rok temu o zawrotnej sumie za jaką influencerka Marti Renti sprzedała swoją Wirtualną Miłość. To był prawie 1 mln zł – dokładnie 969 937 zł. Oczywiście za pośrednictwem Fanadise. Czy jest ta Wirtualna Miłość? „Miłość fizyczna, miłość platoniczna i miłość cyfrowa mogą być różne, ale każda z nich jest prawdziwa w taki sam sposób, jak wszystkie nasze myśli i uczucia. A cyfrowe znaczy wieczne. Przecież wszystko, co teraz jest digitalizowane, zostanie z nami do końca świata - fotki, filmy, wspomnienia, wszystko” - opowiadała Marti Renti.

Podczas zeszłorocznych wakacji Legia Warszawa zapowiedziała wydanie autorskich tokenów NFT, dedykowanych jedenastce zawodników stołecznego klubu, którzy mieli kluczowy wpływ na zdobycie ostatniego mistrzowskiego tytułu. Przykładowo token Artura Boruca jest dziś wart ponad 12 tys. zł (ok. 1 ETH).

Także piosenkarka Dorota „Doda” Rabczewska rok temu zaczęła sprzedaż części skanu 3D swojego ciała w formie tokenów NFT. - Każde moje NFT i jego wartość będą rosły wraz z moją popularnością. Zestawiając to z moimi planami na przyszłość moi fani pierwszy raz będą mieli okazje wzbogacić się – zapewniała wówczas.Za sprzedaż tokenów NFT Dody odpowiada też platforma Fanadise.

Z kolei obraz „Dlaczego jest raczej coś niż nic” Pawła Kowalewskiego w formie cyfrowego tokena (NFT) został w grudniu sprzedany na licytacji za 552 tys. zł. Obraz został namalowany przez Kowalewskiego w 1986 roku. Uległ zniszczeniu w 1997 roku wskutek zalania pracowni artysty w czasie powodzi, ostatnio odtworzono go z wykorzystaniem protokołu blockchain.

- Jego sprzedaż za wysoką cenę 552 tys. zł bardzo dobrze rokuje temu nowemu w Polsce segmentowi rynku. Chcemy wyznaczać standardy nowego cyfrowego rynku sztuki w Polsce i mieć na nim wiodącą pozycję. W I półroczu 2022 roku planujemy aukcję poświęconą wyłącznie sztuce NFT. W kolejnych miesiącach licytacje dzieł wirtualnych mają stać się cyklicznym wydarzeniem w naszym domu aukcyjnym - zapowiadał Juliusz Windorbski, prezes spółki DESA (dom aukcyjny DESA Unicum był organizatorem aukcji).

Najdroższe dzieło NFT kosztowało dotychczas około 69 mln dolarów i wylicytowane zostało jeszcze w zeszłym roku na aukcji w Christie’s. To „Everydays - the first 5000 days”, którego autorem jest amerykański grafik i animator Beeple, składało się aż z pięciu tysięcy obrazów, które miały tylko wersję cyfrową. 

Dołącz do dyskusji: Twórca Fancy Bears: celebryci sami kupowali misie

11 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Jarek.
To już było... w średniowieczu. W zależności od zasobności portfela można było sobie kupić odpust. Podobnie, jak NFT sztucznie wykreowany produkt - tylko narzędzia marketingowe inne :). Ówczesny target to królowie, możnowładcy, ale i biedota mogła sobie coś kupić. Ale cóż, naiwnych się nie sieje, sami się rodzą, a chciwość...
odpowiedź
User
i tak i nie
Wprawdzie rok się dopiero zaczął ale warto już teraz tą akcję nominować do Bzdury Roku.
odpowiedź
User
Alex
Magda G.: "coś, co do końca rozumie, ale czuje, że na naszych oczach dzieje się rewolucja" - ale żenada.
odpowiedź