Telewizja2014-07-23
12

Marian Kmita: Polska kontra Polska 0:0 (z siatkarskim mundialem w tle)

Marian KmitaMarian Kmita

- Dziesiątki spotkań w ministerstwach i ich agendach, godziny prelekcji i prezentacji unikalnej szansy na promocję marki „Polska” wśród 168 krajów z całego świata (tyle odbierze telewizyjny sygnał z mistrzostw świata) spaliło na panewce - pisze Marian Kmita, dyrektor sportu w Telewizji Polsat.

W ostatnim numerze „Polityki” Artur Domosławski napisał analityczny tekst o piłkarskim mundialu pod symptomatycznym tytułem „ Brazylia kontra Brazylia”. Po lekturze pomyślałem jak się do tego ma, oczywiście w logicznych proporcjach, nasz siatkarski mundial, który za krótką chwilę rozpocznie się z wielką pompą na Stadionie Narodowym.

W jakiej skali jest to święto wszystkich Polaków i jaki stosunek do tego wydarzenia ma polski rząd. I jeśli Domosławski konkluduje swój tekst zdaniem, że „mundialu w Brazylii nie wygrała żadna wielka gwiazda. Wygrał kolektyw i chodzi tu nie tylko o zwycięską drużynę Niemiec.”, a wcześniej krzyczy „ Kolektyw Głupcze! - najważniejsza nauka z turnieju, także dla świata poza boiskami…”, to my (Polacy) przed swoim najpoważniejszym po Euro 2012 wydarzeniem sportowym wyglądamy źle. Ba, bardzo źle. U nas w zasadzie pojęcie kolektywu nie istnieje od samego początku starań o tę imprezę. W 2008 roku Telewizja Polsat, w asyście PZPS-u kupiła od międzynarodowej federacji siatkarskiej wszystkie prawa telewizyjne i marketingowe do MŚ 2014.

Wtedy wydawało się, że będzie to świetna okazja dla wszystkich, aby naturalnie kontynuować dzieło związane z piłkarskim Euro 2012. Tak się wydawało, ale po piłkarskim turnieju nie powstał żaden „kolektyw”, który opisałby tę imprezę jako szansę dla Polski w przestrzeniach, które niesie ze sobą wielka impreza sportowa. Kolejne podejścia do instytucji rządowych, zmierzające do zainteresowania ich współpracą przy projekcie dla dobra Polski i jej mieszkańców, potwierdzały, że temu turniejowi przyszyto łatkę imprezy prywatno-biznesowej i lepiej od niej trzymać się z daleka.

Świetną ilustracją do tej tezy jest zapis na taśmach „Wprost” rozmowy pomiędzy prezesem Orlenu Jackiem Krawcem a byłym rzecznikiem rządu RP Pawłem Grasiem. Dziesiątki spotkań w ministerstwach i ich agendach, godziny prelekcji i prezentacji unikalnej szansy na promocję marki „Polska” wśród 168 krajów z całego świata (tyle odbierze telewizyjny sygnał z MŚ) spaliło na panewce. Kolektyw nie powstał. Premier i jego ministrowie nie pochylili się szczerze nad tym zagadnieniem i nie uczynili nic, aby mistrzostwa nabrały rozmachu proporcjonalnego do pozycji tej dyscypliny sportu w Polsce. To mniej więcej tak, jakby przyszłoroczny Puchar Świata w rugby, który odbędzie się w Wielkiej Brytanii interesował tylko lokalne, krajowe władze i międzynarodową federację.

Teraz, ledwie na pięć tygodni przed mistrzostwami, premier chce się spotkać z działaczami PZPS, aby zapytać o problemy związane z turniejem. Jego kancelaria wypytuje o szczegóły jego udziału w uroczystości otwarcia mistrzostw, ale wygląda to tylko na gwałtowne szukanie listka figowego dla konsekwentnego, rządowego braku zainteresowania dla tej imprezy. Sierpniowo-wrześniowy mecz Polska kontra Polska, bez względu na wynik polskich siatkarzy w tym turnieju, zakończy się w najlepszym wypadku remisem zero do zera. I to, jak mówi komentatorski klasyk, „po bezbarwnej grze”. Szkoda straconej szansy.


Marian Kmita, dyrektor sportu w Telewizji Polsat

Autor:pp

KOMENTARZE(12)DODAJOPINIĘ

W TYM TEMACIE

NAJPOPULARNIEJSZE

<WRÓĆ NAPRACA
PracaStartTylko u nas