SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

Andrzej Piaseczny decyzją o dokonaniu coming outu będzie mógł sprawdzić, jaka jest „głębokość miłości” jego fanów

Eksperci doceniają gest Andrzeja Piasecznego, który powiedział publicznie, że jest gejem. - Jeden z lepszych głosów na polskiej scenie muzycznej, osiągnął już tyle, że nie da się tego wygumkować. Wyczuł, że może to powiedzieć - mówi Karolina Korwin-Piotrowska.

Foto: OSKAR SZRAMKA / Materiały prasoweArticle

W piątek 7 maja Andrzej Piaseczny był gościem audycji "Z na punkcie muzyki" w Radiu Zet, w której opowiadał o swojej nowej płycie "50/50". Część rozmowy dotyczyła piosenki pt. "Miłość". napisanej wspólnie z Majką Jeżowską, w której pada następujące zdanie: "Nie możesz zasnąć i przestać śnić, a życie chciałbyś dzielić tylko z nim". Piaseczny w rozmowie z Marcinem Wojciechowskim przyznał, że jest to piosenka o nim samym.

Na początku stycznia odbyła się kameralna impreza z okazji 50. urodzin Piasecznego. Kilka krótkich relacji wideo z niej zamieścił w Stories na Instagramie Adam „Nergal” Darski, a 7 stycznia opisał je „Super Express”. Przy wznoszeniu toastów Piaseczny skandował „J***ć biedę. J***ć PiS i Konfederację i wszystkich k***a tam co tego”, a jego menedżerka dwukrotnie krzyknęła: „J***ć PiS”.

Do sprawy kilka dni później odniosła się Telewizja Polska, ponieważ Andrzej Piaseczny był jurorem w emitowanej od początku stycznia drugiej edycji „The Voice Senior”. W oświadczeniu firma podkreśliła, że „nie akceptuje wulgarnych i gorszących zachowań, w tym takich, jakie zaprezentował ostatnio Andrzej Piaseczny” oraz że „wyraża ubolewanie, że do takiego poziomu mogła zniżyć się osoba zaproszona do udziału w programie telewizji publicznej”.

Oczkoś: Z wypowiedzi Andrzeja wynika, że miał już dosyć

Dr Mirosław Oczkoś, ekspert od kreowania wizerunku, zaznacza w rozmowie z Wirtualnemedia.pl, że gdyby nie upublicznienie nagrania z imprezy, być może Piaseczny nie zdecydowałby się na coming out właśnie teraz. - Andrzej dojrzał, pewne rzeczy przemyślał i najprawdopodobniej widzi, że przy obecnym rządzie nie ma dobrego rozwiązania tej sytuacji. Z wizerunkowego punktu widzenia to odważna decyzja. Programy w państwowej telewizji to jedna sprawa. Druga to kwestia fanek i fanów, jak oni na to zareagują - dodaje Oczkoś.

- Z wypowiedzi Andrzeja wynika, że miał już dosyć. To przebija spod jego skóry. W Polsce ciągle jest ryzyko ujawnienia swoich orientacji, które odbiegają od ogólnie przyjętych - nie powiem: norm, bo to nie są normy – wierzeń ludowych, że dzieci rodzą się w kapuście albo tylko podczas nocy poślubnej. Andrzej zaryzykował dużo, jeśli chodzi o karierę. Wycina sobie natychmiast wszystkie programy telewizji rządowej. Pewnie nie ma też co liczyć na koncerty, gdzie funkcjonuje TVP. I musi liczyć się z hejtem „prawdziwych Polaków patriotów”, którzy w życiu nie widzieli na oczy geja - ironizuje ekspert.

Oczkoś dodaje jednak, że ludzie, którzy „chcą słuchać fajnie śpiewającego gościa, mają w nosie to, co on robi w łóżku”. - Ale żyjemy w kraju, gdzie to wciąż jest ważniejsze niż to, czy ktoś coś umie. Powszechnie lubiany i szanowany Andrzej Piaseczny będzie teraz mógł sprawdzić, jaka jest głębokość miłości do jego talentu jego fanów – podkreśla specjalista.

Korwin-Piotrowska: Wbrew pozorom jesteśmy bardziej tolerancyjni niż myślimy

Dziennikarka Karolina Korwin-Piotrowska na swoim Instagramie coming out Piasecznego skomentowała „Brawo, Andrzej!”. - Nie wiem, czy to zmieni cokolwiek, może pomoże paru jego kolegom czy koleżankom, ale bardzo doceniam to, co zrobił. Jeśli gwiazda tej klasy mówi coś takiego w tak dziwnym kraju, to jest to akt odwagi - mówi portalowi Wirtualnemedia.pl Korwin-Piotrowska. - Czytałam komentarze, większość mówiła: „nic mi to nie robi, będę go dalej słuchać”. Podoba mi się taka reakcja. Piaseczny to jeden z lepszych głosów na polskiej scenie muzycznej, osiągnął już tyle, że nie da się tego wygumkować. Podejrzewam, że wyczuł, iż może to powiedzieć i nic mu nie zrobią - dodaje.

 

- Wbrew pozorom jesteśmy bardziej tolerancyjni niż myślimy. Ludzi tak naprawdę nie obchodzi kto z kim śpi, nie jest to tak wielka sprawa, jak dziesięć lat temu. Wykonano ogromną pracę w tej sprawie. I ludzie mają to teraz gdzieś - mówi Korwin-Piotrowska. Jak zaznacza, inaczej odbierani są też ludzie z branży rozrywkowej niż np. politycy.

- Przerażała mnie natomiast postawa dziennikarza Radia Zet, który robił wszystko, żeby Andrzej tego nie powiedział - dodaje Korwin-Piotrowska. - Miał idealną okazję zrobienia wywiadu życia i nie wykorzystał tego do końca. Andrzej wyraźnie był w nastroju powiedzenia zupełnie wszystkiego. To był jeden z tych magicznych momentów: usiadł człowiek, chciał coś powiedzieć, można było to lepiej wykorzystać, mocniej pociągnąć wywiad. A zasadnicze pytania nie padły - mówi dziennikarka.

Łaszyn: Coming out w Polsce to deklaracja polityczna

- Cała historia z coming outem Andrzeja Piasecznego ilustruje jak w soczewce specyficzną sytuację, w której znajduje się nasz kraj: dziś w Polsce upublicznienie swej niemainstreamowej orientacji seksualnej jest deklaracją polityczną. Jasnym oświadczeniem dla opinii publicznej, że jest się po przeciwnej stronie niż sprawująca władzę siła określająca się jako katolicko-prawicowa - mówi w rozmowie z Wirtualnemedia.pl Adam Łaszyn, wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Public Relations, prezes agencji Alert Media Communications. - To wynik skrajnej polaryzacji, którą zafundowali nam politycy. Oświadczenie "jestem gejem, lesbijką" jest niemal równoznaczne z deklaracją ośmiu gwiazdek. Jeszcze sześć lat temu wyglądało to inaczej, coming out znanej osoby był manifestem obyczajowym, światopoglądowym. Podobnie przez dziesięciolecia, a nawet wieki, gdy silne były tu też aspekty religijne, a nawet prawne. W dzisiejszej Polsce tylko te ostatnie nie są opresyjne wobec samej deklaracji o swej orientacji LGBT. Wszystkie pozostałe pozostały. A do tego, za rządów PiS, doszły polityczne - powtarza Łaszyn.

Ekspert przypomina, że kwestia LGBT była wiodącym tematem ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej. - Wyborcze, a więc polityczne, odhumanizowanie osób LGBT przez nominanta PiS - i sprawującego urząd prezydenta formalnie wszystkich Polaków - było jednak nie tylko kampanijnym zagraniem, a ukoronowaniem, emanacją homofobicznej doktryny praktykowanej w obecnym obozie władzy. Tak jakby w PiS nie było gejów i lesbijek - mówi Łaszyn.

- Coming out Piasecznego oznacza niechybnie śmierć jego kariery w TVP - telewizji obecnie bynajmniej nie publicznej, a właśnie politycznej. To jest kryterium, które każe Piasecznemu wyrażać przekonanie, że TVP już mu nie da roboty. I dałbym dolary przeciw orzeszkom, że jego przekonanie się spełni. Sześć lat temu Piaseczny stałby się w TVP osobą bardziej rozpoznawalną przez swój coming out, a więc podnoszącą oglądalność. Dziś w telewizji opartej na fundamencie i zadaniach politycznych raczej nie ma szans – zaznacza Łaszyn. I dodaje, że orientacja seksualna nie ma znaczenia w mediach „apolitycznych”, jak YouTube czy Instagram. - To dlatego Piaseczny nie mówi, że wyznanie prawdy o sobie zamyka mu drogę do takich mediów. A on, i w praktyce wszyscy, wiedzą, że w eksponowanych mediach kierowanych przez polityków "prawicy" miejsca dla gejów, którzy potrafią to o sobie uczciwie powiedzieć publicznie, nie ma. I tak wciąż jest w wielu miejscach w Polsce: w urzędach, małych miasteczkach, spółkach Skarbu Państwa. Ciekawe, jak długo – zastanawia się ekspert.

Trzeciak: Coming out jako przecięcie spekulacji

Dr Sergiusz Trzeciak, ekspert ds. komunikacji strategicznej, podkreśla, że orientacja Piasecznego była tajemnicą poliszynela. - Ten coming out nie ma wymiaru szoku, zresztą te czasy minęły. Nie sądzę, żeby to mu wizerunkowo zaszkodziło. Bardziej kontrowersyjne były informacje ze słynnej imprezy, to mu zaszkodziło zwłaszcza z prawej strony - mówi.

- Rozgłos jest istotny z punktu widzenia celebrytów. Kiedy jest o nich cicho, nie pojawia się nowa płyta, zabranie głosu w kontrowersyjnej sprawie politycznej napędza rozgłos. Zgodnie z porzekadłem: nieważne, jak piszą, byleby nazwiska nie przekręcili – mówi Trzeciak. Komentowanie politycznych tematów zwiększa zasięgi celebrytów, ale może odstraszyć część fanów, którzy nie podzielają poglądów idola. - Z drugiej strony fani, w których polityczne przekonania artysta trafi, tym bardziej będą go popierać i „szerować” w mediach społecznościowych. Ale u Piasecznego chodzi o przecięcie spekulacji. To może być dobre rozwiązanie: skoro i tak wszyscy wiedzą, to czasem taki coming out zamyka temat - podsumowuje ekspert.

Newsletter WirtualneMedia.pl w Twojej skrzynce mailowej

Dołącz do dyskusji: Andrzej Piaseczny decyzją o dokonaniu coming outu będzie mógł sprawdzić, jaka jest „głębokość miłości” jego fanów

29 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Gość
A był ktoś kto jeszcze o tym nie wiedział?
odpowiedź
User
Gogole
Chyba tylko piasek nie wiedział że wszyscy wiedzą i to od jakichś 25 lat haha
odpowiedź
User
pi_sigma
Głębokość miłości? Ale jak to zmierzyć? LOL!
odpowiedź