SzukajSzukaj
dołącz do nasFacebookGoogleLinkedinTwitter

„Make Poland Great Again” z mieszanym ocenami branży. „Przeniesienie bloga do wideo nie jest łatwe, ale to projekt z potencjałem” (opinie)

Firmowany przez Agorę program „Make Poland Great Again” prowadzony przez blogerów Jakobe Mansztajna i Rafała Żabińskiego wywołał żywe reakcje w internecie. Część odbiorców zarzuca mu kalkę podobnych programów i brak dowcipu, branża internetowego wideo w rozmowach z serwisem Wirtualnemedia.pl ma mieszane wrażenia. - Twórcy nie ustrzegli się błędów, ale projekt ma potencjał by dojrzeć, najgorszy śmiech „z puszki” - oceniają Michał Wolniak, Bartek Przybyszewski, Marek Wajda, Maciej Dąbrowski, Adam Golub, Karol Paciorek i Wojciech Jeżowski.

Pierwszy odcinek programu „Make Poland Great Again” pojawił się online na stronach serwisu Gazeta.pl w poniedziałek. W cotygodniowym show dwaj blogerzy tworzący dotąd znaną platformę „Make life harder” - Jakobe Mansztajn i Rafał Żabiński występują przed kamerą i w założeniach w zabawny sposób mają komentować wybrane wydarzenia z polskiego życia politycznego, społecznego i kulturalnego.

Słabe żarty, do Olivera daleko

Serwis Wirtualnemedia.pl zapytał ekspertów segmentu wideo online o wrażenia jakie wywołał u nich pierwszy odcinek „Make Poland Great Again”. Oceny nie są zgodne. Maciej Dąbrowski, twórca kanału „Z Dupy” na YouTube w krótkiej recenzji nie pozostawia suchej nitki na „MPGA”.

- Najgorsze co można zrobić to „przehajpować” daną rzecz i szumnie ją zapowiadać jako „polskie coś tam coś tam”. To trochę jak z wyjściem z założenia, ze film który robimy ma być kultowy. I w tym miejscu powinien polecieć śmiech z puszki - drwi Maciej Dąbrowski.

Michał Wolniak, chief strategy officer w VML Poland rozbiera na części elementy „MPGA” i poddaje je krytycznej analizie.

- Problem jest z nieprzemyślaną formułą. Panowie Jakobe i Rafał na mój nos spokojnie mogliby wyjść poza proste śmieszkowanie i dodać do programu drugie dno - ocenia Michał Wolniak. - Wydaje mi się nawet, że po kilku próbach tak tworzone treści byłyby łatwiejsze w pisaniu i produkcji, niż żarciki z karabinu jak teraz. Druga uwaga do formuły to zignorowanie cech medium, a za to usilne kopiowanie TV. C'mon, net właśnie dlatego zabił prasę i powoli dusi TV, że jest zawsze pod ręką, natychmiastowy, błyskawicznie podchwytujący i równie szybko znudzony tematem. Specyfiką late night jest komentowanie tego, co się działo dziś, tu i teraz. Założę się, że zespoły producenckie mają tam niezłą rozkminę, jak być na czasie i czy warto w ogóle komentować coś, co trendowało kilkanaście godzin temu, już zdechło i wonieje.

Kolejna uwaga eksperta z VML dotyczy proporcji „gadania” i obrazu. - Maaaaało ilustracji! - podkreśla Wolniak i zwraca się bezpośrednio do twórców programu. - I po cholerę wrzucacie je do tego okieneczka z boku? Jaki procent Waszych widzów ogląda z mobile'a? Kto z nich dojrzy, co tam jest nabżdżone w tym mikroprostokącie? Testowaliście dokładnie odwrotny układ: zminimalizowane sylwetki/głowy prowadzących, a dominujące duże grafiki? Banał: pomyślcie, jakiej wielkości okienka wyświetlające mają przed sobą widzowie. Zobaczcie, co mobile zrobiło z wyglądem (i użytecznością) formularzy w sieci i pokombinujcie, jak przeformułować obrazek late nightowy zamiast go kopiować. No i, wracając, maaało ilustracji.

Dalej nasz rozmówca odwołuje się do porównań „MPGA” z programem Johna Olivera. - Oliver jest mistrzem w wyjaśnianiu skomplikowanych zjawisk przez komentarz plus montaże zdjęć/video/slideshowy - dodaje  Wolniak. - Ma zaplanowany cały proces prezentacyjny, zrobiony pod jasność przekazu dla widza. Trochę jak z przygotowaniem prezentacji w ppt/key, gdy szlifujesz obrazki dotąd, aż odbiorca dokładnie pójdzie za zamysłem gadającego. Zabrakło mi tu takiej pracy. Teksty MLH są świetne ale to teksty, oglądając miałem wrażenie czytania z promptera z karabinu, bez wyczucia co zrozumiałe, a co trzeba pomóc skumać. Czytając skupiasz się na znaczeniu i skojarzeniach i wyobrażasz sobie sytuację. Obraz nie zostawia wiele miejsca na wyobraźnię, ma podpowiedzieć konkretny tok myśli. Jeśli prowadzący jadą długą, skomplikowaną frazą, nawet najinteligentniejsze żarty potrafią się gubić, widz części nie usłyszy rozproszony mimiką, kubkiem na biurku albo sierściuchem na kolanach, trzeba mu pomóc.

Zdaniem Wolniaka duet prowadzący program nie został do końca i interesująco wykorzystany.- Na plus jest to że kamera typów lubi, zachowują się naturalnie, nie ma spiny przy nagraniu, a to już bardzo dużo, ciężko osiągnąć taki stan rzeczy – przyznaje ekspert. - Ale brakowało mi jakiejś interakcji między postaciami, jakiegoś zarysowania ich charakterów. To, że kumaci i dowcipni - luz, zrozumiałe, ale czemu jest ich tam dwóch? Co wnosi fakt, że to duet, a nie pojedynczy showman? Czym się różnią, czy inaczej postrzegają omawiane sytuacje, czy się wzajemnie nakręcają? Jeśli tak, to pokażcie, widz to uwielbia. Takie rzeczy trudno pokazać w tekstowym poście na FB (choć o ile pamiętam mieli takie próby), ale dla wideo to esencja.

Według Wolniaka nie wszystkie zabiegi zastosowane w „MPGA” zasługują wyłącznie na krytykę. - Wstawki urozmaicające, jak czytanie poezji paskowej: baaardzo fajny kierunek - chwali nasz rozmówca. - Proste (do obejrzenia, wiem, ile starań wymaga produkcja), szybkie, bite-size, dawajcie więcej, także innych tego typu pomysłów! To nie danie główne, tylko towarzyszące błyskotki, akcesoria, ale takie rzeczy najłatwiej zapamiętują widzowie i one nakręcają tez buzz. W nie warto inwestować i regularnie szukać nowych konceptów. O śmiechu pisało już pół sieci: do poprawki. Jak ma się publikę na widowni to trzeba to wykorzystać, filmować dodatkową kamerą, szukać przebitek, wykorzystać w montażu - doradza Wolniak.

Bartek Przybyszewski we wpisie na swoim blogu „Liczne rany kłute” także nie oszczędza nowej produkcji Agory i umieszcza jej braki w szerszym kontekście.

- Raz na jakiś czas polskie serwisy informacyjne postanawiają zrobić „polskiego Olivera", czyli coś co miałoby być rodzimą wersją programu „Last Week Tonight", ewentualnie "The Daily Show" - zaznacza Bartek Przybyszewski. - I za każdym razem wyłazi, jak bardzo Polacy nie rozumieją o co chodzi w powyższych formatach. U Olivera (skupię się na nim, bo Stewarta oglądałem zdecydowanie mniej) żart zawsze podszyty jest komentarzem społecznym. To program misyjny o tyle, że tłumaczy „na nasze" nawet najtrudniejsze zjawiska i mechanizmy. Nie boi się sięgać po tematy z najróżniejszych, „nudnych" dziedzin (od ekonomii i energetyki do administracji i dietetyki) i opisywać w taki sposób, że przeciętny Joe nie tylko je rozumie, ale i chce więcej. Innymi słowy: John Oliver „bawiąc uczy", niczym najlepsze księgi „Tytusa, Romka i "A'tomka". To publicystyka okraszona żartami, a nie seria żartów ze wspólnym mianownikiem w postaci polityki.

Przybyszewski przypomina, że rok temu „coś w tym stylu" próbował zrobić Onet i totalnie poległ.

- Polskim Oliverem miał być suchy jak sterta siana Tomasz Jachimek - ocenia bloger. - W trakcie kilkunastominutowych odcinków „Świata według Jachimka" prowadzący zajawiał jakiś temat, a następnie budował niechlujną narrację na przeterminowanych memach i filmikach typu „Daj kamienia" czy „Dzik w Karwi na plaży atakuje ludzi". Program zdjęto po dwudziestu kilku odcinkach - tak zakładam, bo od zeszłego roku nie powstał żaden nowy epizod - komentuje Bartek Przybyszewski.

W kolejnym fragmencie Przybyszewski podejmuje się oceny „MPGA” i nie jest to przychylna recenzja. -  Dostajemy mniej więcej to samo, tylko z dwoma Jachimkami w miejsce jednego. W pierwszym odcinku prowadzący lecą po „aktualnych" tematach, okraszając je straszliwymi sucharami (tak! tu też pojawia się dzik z plaży w Karwi!) i łapiąc się wytartych banałów typu „paski w TVP Info". Ale mniejsza o poziom dowcipu - skoro istnieją ludzie, których bawi Jan Pietrzak, to pewnie i żarciki panów z Make Life Harder znajdą swoich wielbicieli. Gorzej, że "Make Poland Great Again" to program do bólu leniwy i wtórny. Co więcej: to kolejne wcielenie formatów, które w polskiej telewizji latały jeszcze w latach 90.

Dla Przybyszewskiego „MPGA” merytorycznie niczym nie różni się od wstępniaków z „Szymon Majewski Show" czy od programu „Ale plama!" Piaseckiego i Rewińskiego. - Nawet „Studio Yayo" to przecież to samo, tylko przaśniej: dwaj kolesie biorą jakiś aktualny temat, a następnie lecą skojarzeniami i grami słownymi. Niczego nie omawiają, niczego nie tłumaczą. Stać ich tylko na śmieszkowanie – ocenia Przybyszewski. - I tak, zdaję sobie sprawę z tego, że za Oliverem, Stewartem i im podobnymi gwiazdami zawsze stoi tłum komików i researcherów. W porównaniu z amerykańskimi nasze budżety są tak biedne, że porównywanie efektów końcowych jest trochę nie fair.
 
Program z potencjałem, trzeba mu dać szansę
Na przeciwnym biegunie ocen pozostaje Marek Wajda, były redaktor naczelny bloga Orange i twórca formatu Webmagiel.

- Kolejni blogerzy przekonują się, że YouTube rządzi się zupełnie innymi prawami. Wielu próbowało, ale na razie udało się przebić nielicznym - zaznacza Marek Wajda. - Niestety program nie dorównał póki co promocji – jak na razie najśmieszniejsze było zdjęcie reklamujące gdzie autorzy prezentowali „piramidkę profesjonalizmu” i „dynamiczny łokieć Piotra Kraśki”.

Wajda przypomina negatywne komentarze: że to „Studio Yayo”, słaba podróba „Ucha prezesa”, kopia formatu „Świat wg Jachimka” i Onetu.

- Absolutnie się z tym nie zgadzam. Ten program ma bardzo duży potencjał i czegoś takiego jeszcze u nas nie było – ocenia nasz rozmówca. - Autorzy Make Life Harder muszą po prostu przywyknąć do pracy z kamerą i dopracować sam format. Co sprawdza się jako tekst pisany czy rysunek w formacie wideo już tak śmieszne nie jest. Warto też poczekać na głosy internautów. Na razie znamy głównie opinie osób z branży, a trzeba brać pod uwagę, że jednak ten format kierowany jest do określonej grupy czytelników Gazeta.pl o jasno określonych sympatiach politycznych, więc myślę, że u nich Make Poland Great Again z żartami z polityków PiS jest oceniany dużo wyżej. Mniej im przeszkadza lekko sztuczny śmiech, i bardziej rozumieją momenty jego wybuchu.

Zdaniem byłego szefa bloga Orange współpraca z Gazeta.pl daje możliwości szybkich zmian, a przede wszystkim mocnego medialnego wsparcia.

- Znam ekipę, która maczała w tym palce, jestem pewien że szybko wyciągną wnioski i systematycznie będą wprowadzali ulepszenia, także graficzne (małe okienko z aktualnie omawianym tematem na tabletach czy telefonach komórkowych jest niewidoczne). Z zainteresowaniem czekam na kolejne odcinki i tylko omawiane tematy muszą być bardziej aktualne, niestety w pierwszym odcinku były zbyt „nieświeże” zwłaszcza jak na internet. Make „MPGA” Great Again! – podsumowuje Wajda.

Adam Gołub, CEO Videomill podkreśla, że „MPGA” jest dopiero na starcie i należy dać mu szansę. - Po sukcesie serialu Roberta Górskiego „Ucho Prezesa" Gazeta.pl idzie w nowy format wideo łączący politykę, showbiznes i wydarzenia interesujące Polaków. Program „MPGA" przypomina przegląd tygodnia „Wieczór z Johnem Oliverem" nadawany w nocy na HBO. Gazeta.pl na pewno widzi trendy panujące na rynku tj. przenoszenie programów telewizyjnych do internetu, dostępnych w dowolnym miejscu, czasie i na odbiorniku. Na pewno będziemy obserwować w jakim kierunku rozwinie się „MPGA”. To dopiero początek ich drogi, a efekty poznamy po kilku/kilkunastu odcinkach - ocenia Adam Gołub.

Karol Paciorek, twórca kanału „Kto Wie Ten Wie” na YouTube i współgospodarz programu „Musisz to mieć” w HGTV broni stworzonego formatu i w ciekawy sposób analizuje start nowej audycji.

- Z drżeniem serca czekałem na pierwszy odcinek chłopaków, których znam ze świetnego, ciętego języka w formie pisanej - przyznaje Karol Paciorek. -  Jednak napisać żart a potem go powiedzieć (a właściwie odegrać - dostarczyć) to już inna para kaloszy. Podejść do rodzimej wersji programu typu late night było sporo i żadne z nich nie odniosło sukcesu na całej linii. A to wynika z kilku czynników, w tym z jednego najbardziej: braku pieniędzy. Brak pieniędzy, by zatrudnić dobrych scenarzystów, by zatrudnić dobrych researcherów, by przygotować prowadzących odpowiednio wcześniej etc.

Paciorek podkreśla, że każdy prowadzący tego typu program w USA odbierając branżową nagrodę zaczyna podziękowania od członków ekipy, których nie widzimy na ekranie.

- Od ludzi, którzy pracują przez cały tydzień pod sporą presją czasu i niezależnie od tego czy sezon jest ogórkowy, czy bekowy – zaznacza nasz rozmówca. - Bez nich nawet najwięksi nie mieliby szans wyprodukować raz w tygodniu (a wielu z nich codziennie) takiej porcji śmiesznego i interesującego materiału. Oczywiście to był dopiero pierwszy odcinek, ale muszę znów nawiązać do pieniędzy - liczba odsłon drugiego i trzeciego niemal z pewnością będzie mniejsza, pytanie więc jak długo Gazeta.pl będzie finansować rozpędzanie się pociągu. Mam nadzieję że projekt jest obliczony na tyle, że panowie z Make Life Harder będą mogli się rozwinąć i złapać wiatr w żagle.

Zdaniem Paciorka błędnie część osób uważa, że to polska wersja programu Johna Olivera dla HBO, czy Stephena Colberta, kiedy jeszcze pracował pod szyldem Comedy Central.

- W praktyce to format zdecydowanie bliższy segmentowi „Weekend Update”, który jest częścią Saturday Night Live – ocenia nasz rozmówca. - To nie ma być show polityczne z głębią, to raczej zabawne i lekkostrawne podsumowanie tygodnia w krótkich porcjach, które będą zjadliwe, rozbawią widza i raczej nie zagoszczą na dłużej w świadomości poza viralowymi urywkami, które już jako wycinki z całości będą miały drugie życie np. na YouTube. Podsumowując: cieszę się, że taki format powstał, cieszę się że jest naprawdę nieźle realizowany technicznie (choć mógłby wyglądać odrobinę mniej jak Każdy-Late-Night-Z-Miastem-W-Tle-I-Okienkiem-Po-Lewej). Jeśli wystarczy pieniędzy i uda się wyciągnąć dobre wnioski po pierwszych odcinkach, to być może to będzie przyjemne i lekkie podsumowanie tygodnia (nie wydaje mi się żeby autorom chodziło o głębszą krytykę rzeczywistości). A kiedy to będzie? Gdy podczas oglądania złapiemy się na tym, że śmiejemy się głośniej niż publiczność, która ponoć była „na żywo” podczas nagrania, a brzmiała jak wyjęta wprost z puchy - podsumowuje nieco uszczypliwie Paciorek.

Wojciech Jeżowski, producent i reżyser, szef Black Rabbit na spokojnie ocenia start „MPGA” zwracając uwagę zarówno na plusy, jak i minusy projektu.

- Na pierwszy rzut oka produkcja wygląda na przemyślaną i dobrze zrealizowaną, ale niestety nie mogłem przestać zastanawiać się nad tym, czy śmiechy widowni są na żywo, czy lecą „z puszki” - przyznaje Wojciech Jeżowski. -  Jeśli chodzi o mnie to autorzy nie zrozumieli fenomenu Jona Stewarta i Johna Olivera. Ich programy to nie czysty standup czy kabaret, podchodzą do prezentowanych przez siebie tematów z misją. Bije od nich pasja i zaangażowanie. Próbują wytłumaczyć w przystępny sposób skomplikowane mechanizmy rządzące światem, przy okazji celnie i zabawnie je puentując. Podczas oglądania „MPGA” miałem wrażenie że oglądam kolejny raz to samo, czyli stary polski kabaret + wszechobecne w internecie „suchary”.

- O tych wydarzeniach powstało już wiele memów, internet reaguje błyskawicznie. Taki format, moim zdaniem, powinien brać się za tematy świeże i to w ekspresowym tempie. Nie jest to łatwy format (budżet na research + scenarzystów) i szacun za podjęcie próby, ale jeszcze daleka droga do „epickości”. Chyba że nie mamy porównywać programu do audycji Stewarta czy Oliviera... ale wtedy wypadałoby postarać się o inny look - podsumowuje Jeżowski.

W czerwcu br. portal Gazeta.pl notował 8,8 mln użytkowników, mając 301,1 mln odsłon. Internauta spędzał na tym portalu średnio 47:56 min.

Dołącz do dyskusji: „Make Poland Great Again” z mieszanym ocenami branży. „Przeniesienie bloga do wideo nie jest łatwe, ale to projekt z potencjałem” (opinie)

32 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiekz postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Fritz
Mieszane oceny? Ten program to kompletne dno i wodorosty, produkt poroniony u samych założeń. "Ucho Prezesa" przede wszystkim ma śmieszyć, a ten gniot ma walić w PiS , nawet jeśli poziom "humoru" byłby podobny do poziomu dowcipów o Żydach w "Der Stürmer".
odpowiedź
User
bzik
Ten artykul to dramat. 1. Lepsze uwagi dali widzowie w komentarzach. 2. Lanie wody pseudo fachowcow.
3. Wyraźne kompleksy.
4. Artykul dluzszy niz sam program.
5. Odpalajcie kamery i dajcie pokrycie Waszemu warsztatowi.
odpowiedź
User
aZaliż
Obejrzałem.
Na jaki adres wysłać fakturę za zmarnowane 14 minut?
odpowiedź