SzukajSzukaj
dołącz do nas Facebook Google Linkedin Twitter

Yandex dezinformuje Rosjan w sprawie wojny z Ukrainą. „Chodzi o ścisłą kontrolę przekazu”

Najpopularniejsza rosyjska wyszukiwarka - Yandex - ukrywa przez Rosjanami informacje na temat wojny z Ukrainą - wynika z analizy DFRLab. Przeglądarka eliminuje lub etykietuje treści wojenne jako „niewiarygodne”. -  Rosja stara się w maksymalnie możliwy sposób kontrolować przekaz na temat wojny zwłaszcza, jeśli chodzi o runet - komentuje dla portalu Wirtualnemedia.pl Paweł Terpiłowski, redaktor naczelny serwisu Demagog.org.pl.

Yandex to najczęściej wybierana przez Rosjan wyszukiwarka (na świecie - Google). Ale to także najpopularniejszy agregator newsów do czytania online i najczęściej w tym kraju odwiedzany zasób internetowy. Międzynarodowe firmy technologiczne wykorzystują Yandex na własnych platformach, aby zapewnić możliwość wyszukiwania w języku rosyjskim - takie rozwiązanie stosowane jest np. w przeglądarce Firefox (Mozilla).

Nic więc dziwnego, że specjaliści z Digital Forensic Research Lab (DFRLab) w obliczu rozkręcającej się wojny z Ukrainą postanowili sprawdzić, jak ta najpopularniejsza wyszukiwarka informuje Rosjan o działaniach wojennych. Porównując wyniki z innymi wyszukiwarkami, badający doszli do wniosku, że Yandex konsekwentnie prezentował wyższe pozycje w rankingach w przypadku popularnych rosyjskich narracji dezinformacyjnych. Usuwał także z rankingów treści i media, które jawnie wskazywały na sprzeciw wobec wojny oraz całkowicie pozbawiał dostępu do stron oznaczonych przez Kreml jako „zastrzeżone”.

Takie wyniki prezentowała wyszukiwarka po skorzystaniu z pomocą rosyjskiego adresu IP. Gdy natomiast badający używali amerykańskiego adresu IP, witryny co prawda pokazywały się w wynikach, lecz były indeksowane niżej niż np. przez Google. Do innych materiałów dotyczących wojny w Ukrainie Yandex dodawał etykietę informującą, że mogą one „zawierać niewiarygodne informacje”. Wyszukiwarka ukrywała także linki do mediów (rosyjskich i zagranicznych) krytycznych wobec reżimu Putina. Niedostępne były m.in. treści z BBC, Meduzy czy Radia Wolna Europa. Wyniki badania opisał zajmujący się fact checkingiem portal Demagog.org.pl.

Terpiłowski: "Chodzi o kontrolę przekazu"

Zdaniem redaktora naczelnego portalu Demagog, Pawła Terpiłowskiego - im bardziej działania wojenne przybierają na sile, tym mocniej Rosja działa na polu dezinformacji.

- Stara się w maksymalnie możliwy sposób kontrolować przekaz na temat wojny zwłaszcza, jeśli chodzi o runet. Yandex, a także portal społecznościowy VKontakte są kluczową częścią runetu. Działania podejmowane przez władze rosyjskie prowadzone są w trzech równoległych płaszczyznach: legislacyjnej, gdzie Rosja zaczęła wprost penalizować przekazy niezgodne z oficjalną narracją (co wywołało w przypadku niezależnych rosyjskich mediów takich jak Dożd, Echo Moskwy czy Nowaja Gazieta z początku efekt mrożący, a następnie po prostu przerwanie działalności), regulacyjnej (działalność Roskomnadzora, nakładanie kar już na podstawie wspomnianych regulacji prawnych, ale też blokowanie tych rosyjskojęzycznych mediów, które nie są ulokowane w samej Rosji - vide Nastojaszczeje Wriemia), oraz prawnej (aktywność rosyjskiej prokuratury polegająca na wszczynanie spraw karnych przeciwko niezależnymdziennikarzom lub redakcjom) - podkreśla nasz rozmówca.

Terpiłowski mówi nam, że Kremlowi zależy przede wszystkim na ścisłej kontroli rosyjskojęzycznego przekazu kierowanego nie tylko do samych Rosjan, ale też chociażby do Białorusinów czy do rosyjskojęzycznej ludności w krajach bałtyckich. - Skala tego zjawiska jest bezprecedensowa, nawet biorąc pod uwagę wcześniejsze starania Moskwy o kontrolę nad niezależnymi mediami. Oczywiście, jak najbardziej można ocenić to jako dezinformację, ponieważ celem tych działań jest uniemożliwienie rosyjskojęzycznym odbiorcom zapoznanie się z wiarygodnymi informacjami o wojnie w Ukrainie.

Rosyjska dezinformacja w Polsce: jak działa

Polskie „zaplecze dezinformacyjne” Kremla stanowi dobrze zintegrowany i wielowymiarowy system podmiotów, funkcjonujących w polskiej infosferze – przekonuje nasz rozmówca. W jego skład wchodzą między innymi portale szerzące treści dezinformacyjne - o różnym stopniu profesjonalizacji, od profesjonalnych mediów po często anonimowe, quasiblogowe strony, które jednak zyskują znaczące audytoria. Aktywni są także dezinformacyjni „influencerzy" - w polskiej infosferze: to osoby, które zdobyły dość dużą popularność dzięki swoim przekazom dezinformacyjnym. - Prowadzą oni działalność w różnej formie - kanały na YouTubie, profile na Twitterze czy też autorskie profile na Facebooku. Często pozycjonują się na „aktywistów", „niezależnych działaczy obywatelskich" czy też „dziennikarzy obywatelskich" – mówi Paweł Terpiłowski.

Grupy tematyczne na Facebooku to kolejne miejsce, gdzie szerzy się rosyjska dezinformacja. Stanowią miejsce integracji, wymiany informacji, wzajemnej mobilizacji i koordynacji działań dezinformacyjnych. - Nierzadko liczą nawet kilkanaście tysięcy użytkowników, którzy z tego obszaru czerpią treści do dalszego szerzenia dezinformacji już w ich własnych, np. prywatnych bańkach informacyjnych – komentuje szef Demagoga.

Wreszcie kanały na Telegramie: - Coraz więcej polskich podmiotów szerzących dezinformację przenosi się na Telegram z uwagi na ograniczoną moderację i relatywnie dużą swobodę propagowania fałszywych treści. W ten alternatywny obieg informacji możemy również wpisać inne portale, np. „alternatywne" wobec YouTube'a portale wideo BitChute czy Rumble – mówi nam Paweł Terpiłowski.

Rosjanie wykorzystują do dezinformacji także zachodnich dziennikarzy z marginalnych mediów - podał dziennik “Algemeen Dagblad”. Jako przykład podaje towarzyszącą rosyjskiej armii w Donbasie "dziennikarkę obywatelską” Sonję van den Ende.

Tuż przed świętami Rządowe Centrum Bezpieczeństwa komunikowało, że trwa właśnie rosyjska operacja dezinformacyjna wymierzona w postrzeganie pomocy udzielanej uchodźcom z Ukrainy. Podano także przykłady fałszywych linii narracyjnych, sprzyjających Rosji. To m.in. linia narracji, że "polski rząd przyjmuje uchodźców z Ukrainy, aby przypodobać się USA i UE" lub że "UE nie zamierza przyjmować kolejnych uchodźców ani uczestniczyć w finansowaniu ich utrzymania". W celu dezinformacji, jak podało RCB, stosowana jest też narracja, że "rząd obciąża budżet kraju, zapewniając Ukraińcom bezpłatną opiekę medyczną, mieszkania i edukację", czy też że "wydatkowanie środków finansowych na utrzymanie Ukraińców wywoła ubóstwo Polaków".

Yandex to jeden z największych koncernów technologicznych w Rosji założony w 1997 r., jest znany głównie jako operator wyszukiwarki internetowej Yandex.com, z której korzysta obecnie ponad 50 proc. rosyjskich internautów. Oprócz wyszukiwarki internetowej Yandex od kilku lat prowadzi prace nad innymi rozwiązaniami z obszaru nowych technologii. Jednym z tych segmentów jest robotyka.

Dołącz do dyskusji: Yandex dezinformuje Rosjan w sprawie wojny z Ukrainą. „Chodzi o ścisłą kontrolę przekazu”

7 komentarze
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu. Wirtualnemedia.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Jeżeli którykolwiek z postów na forum łamie dobre obyczaje, zawiadom nas o tym redakcja@wirtualnemedia.pl
User
Ramzes 88
Oczywiście google, Facebook, Twitter nie manipulują i nie obcinają zasięgów. Takie rzeczy tylko w Rosji.
0 0
odpowiedź
User
Gdzieś
Nasze "media" to co innego robią. Jawna pro ukraińska propaganda, wszędzie pełna zgoda jak ws. covid 19. To samo na Interii, WP, niezależna, gazeta. Pl, w polityce itp. Tylko czytam zagraniczne źródła i wiem co i jak wygląda. Tak jak w mariupolu że już praktycznie koniec albo wyjdą z podziemi albo zginą pod gruzem.
0 0
odpowiedź
User
AW
z a b i ć putina!
0 0
odpowiedź